Właśnie mijają 4 miesiące od mojej wyprowadzki z Zakopanego do Krakowa. Po kilku miesiącach mogę spojrzeć zdrowo i z dystansem na dwuletni okres mieszkania w Stolicy Tatr. Jeśli kiedyś zastanawialiście się nad tym czy nie przeprowadzić się na stałe do Zakopanego, to koniecznie przeczytajcie ten artykuł.

Chciałbym podkreślić, że wszystko co zostało niżej napisane jest subiektywnym odczuciem osoby, która przeprowadziła się w Tatry z innego rejonu Polski, a wszystkie opisane wydarzenia, historie i realia wynikają wyłącznie z własnego doświadczenia. Jeśli zostały zasłyszane, to jest o tym wspomniane w tekście.

Kilka faktów na początek
Marzenie o przeprowadzce w Tatry towarzyszyło mi niezbyt długo, bo około 2 lata, a zaczęło się w chwili, kiedy wyprowadziłem się na stałe z rodzinnego domu do Gdańska, gdzie mieszkałem i pracowałem przez 3 lata. Wiedziałem, że mój pobyt w Gdańsku będzie trwał mniej więcej 3 lata, a po tym czasie będę musiał zdecydować gdzie chciałbym mieszkać. Mój wybór z racji zainteresowań fotografią i górami padł na Zakopane – mieszkając tam będę mógł fotografować na co dzień ukochane Tatry, które będą na wyciągnięcie ręki. Przekonałem do tego pomysłu żonę i w listopadzie 2016 roku wyprowadziliśmy się z Gdańska do Zakopanego. Od samego początku pomysł mieszkania w Stolicy Tatr rozpatrywałem w kategoriach ograniczonych czasowo, nie wiedziałem jednak ile czasu to będzie – ustaliliśmy z żoną, że będziemy decydować w zależności od tego jak nam się spodoba.

Żyłem w Zakopanem przez prawie dwa lata od listopada 2016 r. do września 2018 r. Mieszkałem w kilkurodzinnym domku na Starych Krzeptówkach, około kilometr od granicy z Kościeliskiem, a więc nieco na obrzeżach miasta. Do centrum Zakopanego miałem niecałe 5 km.

Pierwszy kontakt z Zakopanem
Do Zakopanego przeniosłem się bezpośrednio z Gdańska. Przyjazd na stałe do tego miasta to był prawdziwy szok i to na wielu poziomach: kulturowy, społeczny, mentalny, klimatyczny… Wraz z żoną nie znaliśmy wcześniej dobrze tego regionu Polski. Bywałem w Zakopanem i na Podhalu wielokrotnie, ale wyłącznie turystycznie, zwykle raz do roku, czasem częściej. Poza tym spędzałem w Zakopcu niewiele czasu, bo zawsze od razu z dworca uciekałem w góry. Wcześniej przez całe życie mieszkałem wyłącznie w miastach poniemieckich: Jeleniej Górze (ponad 20 lat), Zielonej Górze (5 lat), Gdańsku (3 lata), okazjonalnie we Wrocławiu.

Zakopane to miejsce bardzo specyficzne o zupełnie innym klimacie i mentalności niż miejsca, w których mieszkałem wcześniej. Choć Zakopane posiada prawa miejskie od lat 30 XX w. to jego specyfika wciąż bliższa jest wsi niż miastu. Decydujący wpływ na jego charakter ma niewielka i zamknięta społeczność, w której dominuje folklor i wysoka świadomość ludowej kultury, względna izolacja od reszty kraju, a wielki wpływ wywierają uwarunkowania przyrodnicze, które determinują styl i rytm życia mieszkańców. Zakopiańczycy trudnią się przede wszystkim szeroko pojętą obsługą ruchu turystycznego, handlem, transportem, pasterstwem oraz gastronomią. Niech o czymś zaświadcza fakt, że gdy rejestrowałem działalność gospodarczą i załatwiałem sprawy bankowe, konsultantka w banku kilka razy podkreślała, że to interesujące, że mieszkając w Zakopanem wykonuję inną działalność niż prowadzenie karczmy lub pensjonatu, bo takie osoby jak ja obsługuje niezwykle rzadko. W dzielnicy, którą zamieszkiwałem ludność trudniła się przede wszystkim obsługą ruchu turystycznego, drobnymi usługami i hodowlą.

Położenie Zakopanego u stóp Tatr to największa zaleta tego miasta. W centrum zdjęcia znajdują się Stare Krzeptówki – dzielnica, w której mieszkałem przez 2 lata

Dojazd do Zakopanego
Dojazd do Zakopanego jest tragiczny praktycznie przez cały rok, a szczególnie w sezonie letnim, zimą przy obfitych opadach śniegu oraz podczas imprez. Nieustanne remonty i budowa na Zakopiance oraz wahadło w Poroninie (którego na szczęście już nie ma) wydłużały podróż o wiele minut, a czasem nawet godzin. Mój rekord na Zakopiance to 5 godzin na trasie od Lubnia do Zakopanego (po świętach Bożego Narodzenia). Ale słyszałem wiele historii o jeszcze dłuższych postojach (9 godzin „jazdy” na sylwestra). Wierzę, że oddanie do użytku nowej drogi poprawi nieco sytuację.

Gdy po pewnym czasie poznałem zwyczaje Zakopianki nauczyłem się dobrze planować każdy wyjazd i wjazd od strony Krakowa, aby uniknąć korków. Wyjazdy z Zakopanego planowałem zwykle tak, aby wyjechać około 5 rano, a powroty najwcześniej w okolicy godziny 21-22. W ten sposób jazda zwykle przebiegała płynnie (pomijając wahadło w Poroninie, które funkcjonowało przez cały okres mojego pobytu w Zakopcu). W okresach wzmożonego ruchu jeździłem drogą przez Czarny Dunajec, gdzie również były remonty, ale i tak jechało się znacznie szybciej. Jadąc do Nowego Targu lub do Nowego Sącza możliwe były również warianty przez Wierch Poroniec, ale ze względu na konieczność przejechania drogą prowadzącą do Morskiego Oka można było tu trafić na potężne korki (w środku letnich dni), a zimą na kiepskie utrzymanie drogi.

W sezonie letnim wjazd do miasta od którejkolwiek strony wiązał się z korkami: od Cyrhli – korek na rondzie w Kuźnicach zwykle ciągnie się aż do Jaszczurówki lub dalej; od Poronina wiadomo – Zakopianka; od Kościeliska – korki tworzą się przy wjazdach na parkingi, a w okresie majówki czy sylwestra zdarzał się nawet korek aż od ronda w centrum.
W sezonie zimowym kiedy spadnie więcej śniegu zaczynają się gigantyczne problemy, które powodują kierowcy jeżdżący na oponach letnich lub wielosezonowych, które w ogóle nie sprawdzają się w terenie górskim. Czasem zdarzy się kolizja lub wypadek, który blokuje cały pas drogi, co jeszcze bardziej rozciąga i tak już gigantyczne zatory. Bywa, że miasto i drogi dojazdowe są całkowicie zablokowane przez wiele godzin (nie trzeba daleko szukać – 2 stycznia 2019).

16 km w prawie półtorej godziny? Tutaj to normalne

Tradycyjny obrazek na Zakopiance

Kiedy przyjdzie zima jest jeszcze gorzej – 2 stycznia 2019

Wynajem mieszkania i podłączenie internetu
Z mieszkaniami na wynajem w Zakopanem był w 2016 roku problem, a obecnie jeszcze się on nasila. Ogłoszeń w internecie było niewiele, a jeśli coś się pojawiało, to natychmiast znikało lub nie spełniało naszych wymagań. Dopiero po kilkunastu dniach poszukiwań pojawiła się atrakcyjna oferta mieszkania na Starych Krzeptówkach pod samym Giewontem! Lokalizacja była niezła – kilkaset metrów do granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego – z tej lokalizacji miałem około 25 minut pieszo do Doliny Małej Łąki i pół godziny do Doliny Strążyskiej – bajka. Wynajęliśmy to mieszkanie bez wcześniejszego oglądania. Mieszkanie miało dobry standard, trzy pokoje, dwie łazienki, dwa balkony (oba z widokiem na Giewont), miejsce parkingowe. Okolica była cicha, mieszkało się tutaj bardzo przyjemnie.
Koszt najmu wynosił 2100 zł/mc, po roku wynegocjowany do 1900 zł/mc. W tej kwocie były już wszystkie opłaty za media, jedynie internet trzeba było załatwić samemu. Internet to dla mnie i mojej żony podstawowe narzędzie pracy, więc jego podłączenie było dla nas priorytetem. I tu zaczęły się pierwsze problemy, bo od samego początku spotkaliśmy się z nieprzychylnością miejscowych. Nie udało nam się uzyskać zgody na pociągnięcie 10 metrów kabla nad działkami sąsiadów od istniejącego słupa. Niektórzy z sąsiadów, chcieli naszymi rękami załatwić jakieś zaległe sprawy, których nie załatwili wcześniej sami. Obiecywali podpisanie zgody na przebieg kabla nad ich działkami pod warunkiem, że usuniemy stare słupy z podwórka (sąsiad nr 1), wymienimy stary kabel, z którego kapie rdza na podjazd podczas deszczu (sąsiad nr 2), a sąsiadka (nr 3) powiedziała, że nie podpisze zgody bo nie. A co. Przy okazji ponarzekali na jakiegoś sąsiada, który przeciągnął kiedyś kabel na lewo pod osłoną nocy i ten kabel wisi do dziś. Ostatecznie po kilku dniach starań i proszenia musieliśmy odpuścić i zdecydować się na internet bezprzewodowy, który początkowo działał słabo, bo nie było w okolicy odpowiedniego masztu. Ten postawiono niedługo później i to poprawiło odbiór sieci. Jednak w szczycie sezonu letniego nadal przepustowość łącza spadała tak dramatycznie, że problemem stawało się nawet otwarcie poczty.


Zobacz również:

14 najpiękniejszych miejsc do fotografowania w Tatrach Polskich


Życie codzienne w Zakopanem
Wielką zaletą mieszkania w Zakopanem jest bliskość Tatr. Jest to tak wielka zaleta, że potrafi przyćmić wszelkie niedogodności. Miałem blisko w wiele ciekawych miejsc, więc nawet spontaniczny plener w razie niespodziewanych warunków nie był niczym niezwykłym, bo na Gubałówkę miałem spod mojego domu dokładnie 4 minuty jazdy samochodem. Na Giewont chodziłem pieszo z domu. Do zalet zaliczyć trzeba również bliskość innych pięknych miejsc na Spiszu i Podhalu, bliskość Pienin i Beskidów. Zaletą okolicy, w której mieszkałem była cisza i względny spokój nawet w szczycie sezonu. Atmosfera rzeczywiście była sielankowa i sprzyjała pracy w skupieniu. Wystarczyło popodglądać sąsiadów, którzy żyli niespiesznie całe dnie spędzając na podwórku, pracując wokół domu, paląc grilla czy bawiąc się z dziećmi lub zwierzętami.

Mieszkanie przynajmniej przez 1 rok w Zakopanem można podzielić na kilka kluczowych okresów. Dwa najważniejsze to sezon letni i sezon zimowy. Sezon letni trwa z reguły od połowy czerwca do końca września lub października (w zależności od pogody), zaś sezon zimowy zaczyna się po świętach Bożego Narodzenia i trwa do końca ferii. Potężne skoki popularności Zakopanego to również okres sylwestrowy, puchar świata w skokach narciarskich, majówka, a nawet wiosenne maksimum kwitnienia krokusów na Polanie Chochołowskiej. Największe pustki panują w mieście w okolicach kwietnia i od listopada do połowy grudnia. Życie w Zakopanem zarówno w sezonie letnim jak i zimowym jest bardzo specyficzne – przeczytacie o tym w dalszej części tekstu.

Zakopane – Stolica Tatr

Załatwianie spraw urzędowych, wymiana dokumentów, prawo jazdy i inne
Tutaj sprawa jest bardziej złożona i zależy jak się trafi. Załatwiając sprawy urzędowe można spotkać się z pewnym specyficznym sposobem podejścia do petenta, ale podobno to tutaj normalne. Oczywiście nie generalizuję, bo zdarzali się ludzie bardzo pomocni i mili (np. w banku, urzędzie miasta czy w starostwie powiatowym). Podczas wielu wizyt w urzędach czy bankach zdarzały się natomiast rozmaite afery wszczynane przez klientów. Dość regularnie spotykałem się z sytuacją, że klient awanturował się, bo kolejka była długa, a z pięciu okienek w banku pracowały tylko dwa.

Zaletą załatwiania urzędowych spraw w Zakopanem jest fakt, że prawie nie ma kolejek i wszystko załatwia się szybko i sprawnie. Nawet w urzędach, które w większym mieście są zwykle zatłoczone tu było pusto. Na nowy dowód osobisty czekałem tylko 1,5 tygodnia, międzynarodowe prawo jazdy otrzymałem od ręki, prawo jazdy żony również było gotowe po tygodniu. W porównaniu do gdańskich kolejek, to tu urzędy świeciły pustkami.

Nie tylko oczekiwanie na dokument uprawniający do kierowania jest krótki, ale również oczekiwanie na egzamin (średnio około 1,5 tygodnia). Możliwe, że nie ma to związku, ale chciałem przytoczyć historię z egzaminu na prawo jazdy, który zdawała moja żona w MORD w Nowym Targu. Tu również nie obyło się bez nieprzyjemności. Egzaminatorzy MORD robili osobom egzaminowanym personalne i osobiste uwagi, zamiast odnosić się wyłącznie do spraw związanych z jazdą, a podczas egzaminów nagminnie rozmawiali przez telefon (czego robić nie mogą). Ostatecznie żona egzamin zdała, ale egzaminator dał taki popis chamskiego zachowania, że sprawa obiła się nie tylko o centralę MORD-u w Nowym Sączu, ale również została zgłoszona w Urzędzie Marszałkowskim w Krakowie. Egzaminator otrzymał naganę, a żona list z przeprosinami. Niedługo później był słynny tragiczny w skutkach wypadek na przejeździe kolejowym w Szaflarach, o którym trąbiły media w całej Polsce. Poznając nieco realia nowotarskiego MORD-u jakoś nie byłem zdziwiony, ze stało się to akurat tutaj…

Nieustający tłok i korki w mieście
Sezon letni, ferie, długie weekendy, imprezy sportowe (skoki narciarskie) i sylwester to w Zakopanem okres trudny do przetrwania. Nieustający tłok, brak miejsc parkingowych i ogromne korki to chleb powszedni. Zaparkowanie w środku dnia w szczycie sezonu było trudne, a czasem prawie niemożliwe. Do najbliższej Biedry miałem od siebie prawie 5 km, a znalezienie tam miejsca parkingowego w środku dnia wymagało ekwilibrystyki za kierownicą na małych i ciasnych parkingach. W sezonie dochodziło do tego, że wyjazdy po zakupy najlepiej było planować na godzinę 7 rano – inaczej 40 minut stania w korku do centrum, 10 minut kręcenia na parkingu, 20 minut w kolejce do kasy i kolejne 30 minut na powrót. Zwykłe zakupy rozciągały się do prawie 3 godzin. Osoby mieszkające w centrum miały pod tym względem prościej, bo mogły iść pieszo. Większość sklepów, urzędów i punktów usługowych znajduje się w centrum miasta, przy Krupówkach i w okolicy rond. To najbardziej zatłoczone miejsce w mieście. Alternatywą jest dojazd do centrum autobusem – regularna linia kursuje na Krzeptówki raz na godzinę (w środku dnia jest dwugodzinna przerwa), częściej jeżdżą zatłoczone prywatne busy.

Latem są korki, zimą jest horror

Najgorszy okres w roku to majówka i sylwester, kiedy praktycznie przez cały dzień nie da się sprawnie przejechać przez miasto. Raz pojechałem na foty w sylwestra rano i o godzinie 9.00 wracałem z centrum do domu – 4 kilometry jechałem przez 1,5 godziny! O tłoku na Krupówkach wspominać nie trzeba, bo chyba każdy to zna lub chociaż widział na zdjęciach. Najlepiej wybierać się na Krupówki rano i poza sezonem. Wtedy rzeczywiście może to być przyjemna ulica na krótki spacer. Najciekawiej jednak Krupówki wyglądają w sylwestra, kiedy każda witryna sklepowa jest zasłonięta dyktą lub przynajmniej grubą tekturą 🙂

Sylwester jest w Zakopanem tłoczny nie tylko pod sceną disco-polo

Sylwestrowe „dekoracje” na Krupówkach

Sylwestrowe „dekoracje” na Krupówkach

Z tłokiem w Zakopanem związane są jeszcze inne niedogodności. To miasto po prostu nie jest przygotowane na taki najazd ludzi. Przez sporą część wakacji miałem praktycznie całkowicie ograniczony dostęp do internetu w godzinach popołudniowych i wieczornych z powodu przeciążenia sieci. Najlepiej net działał wcześnie rano i w środku dnia, kiedy ludzie byli w górach i to właśnie wtedy załatwiałem wszystkie ważne sprawy. Kiedy pogoda była deszczowa sieć bywała przeciążona praktycznie przez cały dzień. Nieco podobnie jest z ciśnieniem wody w kranie, które w godzinach powrotów z wycieczek bywa dramatycznie niskie (ostatnio nawet pisały o tym gazety). W domku gdzie mieszkałem był również regularny problem z ciepłą wodą, która nagrzewała się w bojlerach. Kiedy wszyscy sąsiedzi wzięli kąpiel, jedyne co pozostawało to mycie w zimnej wodzie…

Sezon letni w Zakopanem
Życie w Stolicy Tatr latem jest uwarunkowane natężeniem i specyfiką ruchu turystycznego. Trzeba nieźle poznać zwyczaje tutaj panujące aby uniknąć wielogodzinnych postojów w korkach, kolejek na parkingach, tłoku w sklepach, braku miejsc parkingowych w górach. Przykładowo: latem podczas dobrej pogody prawie codziennie zamykana jest droga dojazdowa do Morskiego Oka na wysokości ronda na Wierch Porońcu. Wiele osób o tym nie wie i około południa regularnie stoją tam kilkukilometrowe korki, a samochody są kierowane na przejście graniczne w Jurgowie. Jazda autem po Zakopanem i okolicach w sezonie jest ogólnie uciążliwa – drogi posiadają zwykle jeden pas, prawie nie ma możliwości wyprzedzania – regularnie tworzą się zatory za powolnymi dorożkami, których jest tu sporo. Ponadto liczne boczne dróżki podporządkowane i zjazdy na posesje, powodują, że kierowcy szukający wjazdu do zamówionej kwatery zwalniają co chwilę nawet na prostej drodze. To tutaj nagminne, więc ruch drogowy zawsze idzie powolnie. Widać, że miejscowi do tego przywykli, więc jadą zawsze spokojnie, a najbardziej nerwowo jeżdżą przyjezdni, którzy prawie zawsze się spieszą.
Wyjazdy w góry w sezonie letnim najlepiej rozpoczynać bardzo wcześnie rano. Jeśli w długi weekend chcemy pojechać własnym samochodem nad Morskie Oko to musimy wiedzieć, że zwykle w okolicach godziny 7 parking się zapełnia. W innych miejscach jest nieco lepiej, ale dobrze jest wyjechać jak najwcześniej aby uniknąć tłoku i niepotrzebnych nerwów. Latem często rezygnowałem ze spontanicznych wyjazdów na plenery jeśli wiedziałem, że muszę przejechać Zakopane lub Poronin, bo przewidywałem, że na miejsce dotrę w chwili, kiedy już zacznie się ściemniać. Z tego powodu najbezpieczniej było pojechać na Butorowy Wierch lub Gubałówkę, bo tam miałem gwarancję szybkiego dojazdu.

Zima w Zakopanem
Dla miłośników zimy Zakopane może być rajem, bo zima jest tutaj rzeczywiście piękna i długa – taka jaką pamiętam z dzieciństwa. Ulice zasypane gęstym śniegiem nieodmiennie budzą we mnie dobre skojarzenia i dają okazję do pięknych nastrojowych zdjęć miasta. Pierwsza zima podczas mojego mieszkania tutaj trwała aż pół roku: od początku października prawie do końca kwietnia (z przerwą w marcu). Również dla narciarzy ciężko o lepsze miejsce, bo tras jest tu całkiem sporo i prezentują różny poziom trudności. Zaś po zacienionych żlebach wysoko w Tatrach szusować można czasem nawet do czerwca.

Zima w Zakopanem jest doprawdy urocza, taka jaką pamiętam z dzieciństwa

Natomiast mieszkańcy zimą nie maja łatwo, bo w Zakopanem nie odśnieża się chodników. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, słyszałem różne teorie od ludzi na ten temat, ale nie chcę ich rozpowszechniać, bo nie wiem czy są prawdziwe. Podczas dwóch zim, które przemieszkałem w Zakopcu odśnieżone były zawsze tylko Krupówki i kilka większych chodników w centrum. Chodnik wzdłuż Krzeptówek – jakby nie patrzeć głównej drogi pod samymi Tatrami, miał jedynie wydeptany przez ludzi korytarz po jednej stronie drogi. Sporadycznie jakiś fragment chodnika tuż przy posesji bywał odśnieżony. Żeby wyjść po chleb do Żabki musiałem zakładać wysokie buty na śnieg. Raz polazłem w adidasach i po chwili miałem całe nogi mokre, mimo iż do sklepu miałem najwyżej 2 minuty drogi. Regularnie widywałem ludzi chodzących bezpośrednio po ulicy (te były odśnieżane) zamiast chodnikiem, co bywało czasem bardzo niebezpieczne.

Chodniki w centrum są zimą utrzymane

Zima w Zakopanem

Powietrze
Zakopane nie posiada statusu uzdrowiska, choć obiekty uzdrowiskowe się tutaj znajdują. Kiedyś taki status posiadało i nawet leczono tu gruźlicę. Obecnie zmienne warunki pogodowe, wiatry halne, niskie ciśnienie i temperatura nie sprzyjają osobom z chorobami serca, układu krążenia i osobom o chwiejnym układzie nerwowym. Latem zakopiańskie powietrze jest dobre, a klimat przyjazny, bo nigdy nie jest tu przesadnie gorąco. Podczas upałów panujących w Polsce, tu prawie zawsze jest przynajmniej znośnie. Problemy z powietrzem zaczynają się zimą, kiedy staje się ono ciężkie do oddychania. Przyczyniają się do tego nie tylko spaliny, ale przede wszystkim piece opalane drewnem, węglem i strach pomyśleć czym jeszcze. Patrząc zimą przez okno z mojego domu widziałem zawsze przynajmniej kilka domów, które wypuszczały gęsty dym w kolorze brunatno-żółtym. Paskudne powietrze było szczególnie odczuwalne w miejscu gdzie mieszkałem, bo praktycznie każdy domek kopcił z komina. Wyjście zimą na zewnątrz na 10 minut powodowało, że wszystkie ubrania i włosy śmierdziały dymem. Krakowski smog to przy zakopiańskich dymach perfumy. Poważnie. Piszę to jako osoba, która doświadcza właśnie zimowego krakowskiego powietrza, które jest znacznie mniej cuchnące niż to z Zakopanego czy Nowego Targu.

Halny
Silny ciepły wiatr, który wieje przynajmniej kilkanaście razy każdego roku w okresie od jesieni do wiosny może być męczący dla osób, które do niego nie przywykły. Moja żona dzięki mieszkaniu w Zakopanem dowiedziała się, że jest meteopatą – praktycznie każdy halny kończył się bólem głowy, a w skrajnych przypadkach nawet całym dniem w łóżku, nudnościami i ogólnie złym samopoczuciem. Na mnie jego wpływ był znacznie mniejszy, ale zimą regularnie bolała mnie głowa. Podczas halnego trzeba dobrze zabezpieczyć mienie, bo przy tak mocnych podmuchach łamią się drzewa, odpadają dachówki i przewracają się różne stojące w ogrodach przedmioty. Pod koniec 2017 r. podczas jednego z bardzo silnych wiatrów wpadła mi do samochodu przez przednie okno (zamknięte) szafa, która stała pod ścianą budynku, gdzie parkowałem auto.
Oczywistą zaletą halnego jest fakt, że smog znika praktycznie całkowicie i można wreszcie normalnie oddychać.

Podczas Halnego trzeba dobrze zabezpieczyć mienie

Praca w Zakopanem
Nie mam żadnego doświadczenia związanego z szukaniem pracy w Zakopanem, bo od początku mojego mieszkania tutaj zajmowałem się zawodowo fotografią pejzażową, więc moją pracą były wyjścia z aparatem w góry. Zakopane jest niezłym miejscem do pracy dla osób, które prowadzą własną działalność artystyczną. Pod warunkiem jednak, że tworzą na zewnętrzny rynek, bo pod Tatrami króluje sztuka z elementami ludowymi. W sezonie letnim Krupówki przyciągają zarobkiem „artystów” ulicznych ze wszelkich możliwych dziedzin – od karykaturzystów po akrobatów i klownów.

Co z resztą? Wystarczy przejść się po mieście lub zajrzeć do serwisów z ogłoszeniami, aby zobaczyć jacy fachowcy najbardziej są potrzebni w Zakopanem. Poszukiwane są przede wszystkim osoby do obsługi turystów, a więc recepcjoniści, kasjerzy i pracownicy sklepów, osoby do sprzątania pokoi, kelnerzy i kucharze. Kilka razy też widziałem ogłoszenia, że poszukiwani są pracownicy techniczni, inkasenci parkingowi i kierowcy. Dla wielu osób sporą atrakcją jest sezonowa praca w schroniskach tatrzańskich, a nawet przy wypasie na halach. Poznałem kilka takich osób i każdy przyznał, że praca jest ciężka, ale możliwość bycia blisko gór bezcenna. Zimą poszukiwani są również instruktorzy narciarstwa i pracownicy potrzebni do obsługi stoków oraz wypożyczalni sprzętu.


Zobacz również:

10 najpiękniejszych szlaków w Karkonoszach


Sklepy i knajpy
Mieszkając całe życie w miastach przywykłem do robienia zakupów w dużych sklepach, najlepiej hipermarketach, gdzie jest duży wybór produktów i wszystko znajduje się w jednym miejscu. W Zakopanem jest nieco inaczej. Największymi sklepami spożywczymi są dyskonty: Biedronka, Lidl, Tesco (takie mini), Delikatesy Centrum itp. Do najbliższego hipermarketu (takiego z prawdziwego zdarzenia) trzeba jechać do Krakowa. Najbliższa Castorama jest w Nowym Targu. Resztę zakupów robi się w mniejszych sklepach. Wiele z nich jest dobrze zaopatrzonych, ale ma to pewne granice z racji ograniczonego miejsca, dlatego bardziej egzotyczne produkty trzeba było zamawiać w sieci lub kupować w Krakowie.
Jest za to ogromny wybór sklepów górskich i turystycznych, więc Zakopane to świetne miejsce na wszelkie zakupy sportowo-turystyczne. Wiele bardziej specjalistycznych sklepów jest porozrzucanych po mieście, więc zajmuje trochę czasu ich zlokalizowanie. Czasem po roku odkrywałem jakiś przydatny sklep gdzieś w bocznej uliczce. Sklep, którego nie znajdziemy w google i wiedzą o nim głównie miejscowi.

W Zakopanem jest sporo knajp, choć menu jest nastawione głównie na lokalną kuchnię. Jeśli jesteście fanami góralskiego jedzenia, będziecie zachwyceni. Jeśli natomiast lubicie sushi to knajpa jest tylko jedna – mała i droga, ale jedzenie jest bardzo dobre. Ponadto znajdziecie pizzerie, nieliczne burgerownie i takie sieciówki jak McDonalds, Sphinx i podobne. Dla kogoś kto wpadnie tutaj na krótko skosztowanie lokalnej kuchni stanowi nie lada atrakcję. Natomiast chcąc zabrać żonę do restauracji na uroczysty obiad, który nie będzie kwaśnicą, moskolem ani oscypkiem wybór nie był zbyt duży i zwykle kończyło się… pizzą.

Co można robić mieszkając w Zakopanem poza chodzeniem w góry?
W Zakopanem jest dość sporo atrakcji, ale nie da się ukryć, że większość z nich jest skierowana do turystów, a nie do mieszkańców. Miejsca, które zwiedzałem przyjeżdżając do Zakopanego jako turysta są w większości interesujące wyłącznie za pierwszym razem i do większości z nich raczej ciężko wracać cyklicznie. Nieliczne ciekawe dla Zakopiańczyka atrakcje szybko stają się codziennością, bo ciężko sobie wyobrazić by regularnie chodzić na spacery z żoną na Krupówki, na cmentarz czy do Muzeum Zakopiańskiego. Pomijam już zupełnie fakt, że w większości z nich ciężko o chwilę oddechu od tłoku. Warto jednak przyjrzeć się ofercie zakopiańskich atrakcji, bo może to być dobry pomysł na spędzenie czasu w pierwszym okresie po przeprowadzce, aby poznać miasto i jego kulturę.

Mieszkając w Zakopanem można całkiem sporo pozwiedzać, pod warunkiem, że interesuje was miejscowa kultura i sztuka ludowa. Są tu liczne oddziały Muzeum Tatrzańskiego, które są porozrzucane w różnych miejscach Zakopanego i Podhala. W samym Zakopanem jest bardzo ciekawy szlak architektury drewnianej z takimi perełkami jak Willa Koliba, Witkiewiczówka, Kaplica w Jaszczurówce czy Kościół pw. Matki Boskiej Częstochowskiej i św. Klemensa. Obok tego ostatniego obowiązkowo trzeba wybrać się na Cmentarz Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku.

Willa Koliba

Najciekawsze obiekty w Zakopanem znajdują się na szlaku architektury drewnianej. Na zdjęciu kaplica w Jaszczurówce

Co jeszcze? Na Krupówkach znajduje się niewielka galeria figur woskowych, ale jeśli mieliście okazję widzieć wcześniej podobną atrakcję pod szyldem Madame Tusssauds, to od razu darujcie sobie tę atrakcję. Zakopane oferuje też trochę rozrywki dla dzieciaków – jest tu papugarnia, dom do góry nogami, a zimą śnieżny labirynt. Na zainteresowanych skokami narciarskimi czeka Wielka Krokiew – najbardziej znana w Polsce skocznia narciarska.

Jeśli lubicie spędzić czas aktywnie, to w centrum miasta jest akwapark z kręgielnią. W rejonie jest też kilka Term (Chochołów, Bukowina, Białka, Szaflary), które są dużą atrakcją zarówno podczas niepogody jak i wtedy gdy jest słonecznie i ciepło. Wstępy, szczególnie w sezonie są dość kosztowne, ale to świetny pomysł na spędzenie nawet całego dnia. Pod Wielką Krokwią istnieje możliwość skoku na bungee. Wiele imprez i festiwali odbywa się tutaj cyklicznie. Największą imprezą w roku jest od kilku lat Sylwester z TVP 2 na Równi Krupowej, który jest przygotowywany tutaj z wielkim rozmachem. Jednak ilość ludzi, która znajduje się tutaj wtedy na niewielkiej przestrzeni jest tak ogromna, że nie ma przesady w stwierdzeniu, że ciężko się ruszyć.

Jeśli ma się ochotę zakosztować trochę kultury to jest tu słynny Teatr Witkacego i dwa kina: Sokół i Giewont. Nie znajdziecie tu multipleksów, a repertuar zakopiańskich kin nie jest zbyt obszerny. Kiedy chciałem obejrzeć Loving Vincent – film, przy którego produkcji pracowałem w Gdańsku, miałem do wyboru pojechać do Nowego Sącza lub Krakowa. I tak też zrobiłem.
Jeśli lubicie spędzać czas szwendając się po galeriach handlowych, to niestety tutaj tego nie zrobicie. Sklepy nawet te znane z galerii handlowych w dużych miastach (sklepy typu empik, H&M, Reserved, Rossman, Media Expert, Intersport i inne) mają często w Zakopanem swoje filie, ale są porozrzucane po Krupówkach i okolicy, tak więc trzeba ich trochę poszukać.

Ceny
Zakopane jest drogie. Wie to chyba każdy kto tutaj bywa. Ceny usług, parkingów i paliwa są wysokie nawet dla osób z dużych miast. Kiedy w pierwszym roku mieszkania w Zakopcu pojechałem do Gdańska na koncert, wyjeżdżając z Pomorza zatankowałem paliwo w cenie 4,39 zł/l. Tego samego dnia wjeżdżając do Zakopanego najniższa cena paliwa na stacji gdzie zawsze tankowałem wynosiła 5,01 zł! Kiedy tylko miałem okazję zawsze lałem paliwo daleko od Podhala, bo prawie zawsze było taniej.
Koszty parkingów w okolicznych górach też są mocno wyśrubowane – w Kuźnicach i na Wierch Porońcu wynoszą 30 zł za dzień, przy Morskim Oku 25 zł, na mniej popularnych parkingach 20-25 zł. Prywatne parkingi bywają tańsze – szczególnie w Tatrach Zachodnich, gdzie można postawić auto już nawet od 5-10 zł/dzień. Parkingi w mieście prawie wszędzie są płatne. Opłaty obowiązują od 7 do 23. Zwykle koszt zaczyna się od 50 gr. za pół godziny postoju i 3 zł za godzinę. W sezonie opłaty są w wielu miejscach wyższe (nawet 5 zł za godzinę). Najbardziej rozbawił mnie fakt, że na jednym z nielicznych darmowych parkingów w centrum – zatoczce przy alei 3 Maja w czerwcu są przykręcane tablice z cennikiem opłat do znaków drogowych i zatoczka staje się płatnym parkingiem. Po sezonie tablice są zdejmowane i znowu można stać bez opłat 🙂

Koszt żywności jest porównywalny do tego w większych miastach. Tradycyjnie najtaniej zakupy można zrobić w Biedronce, których jest w mieście kilka.

Koszty wynajmu mieszkania są różne, ale najczęściej był to przedział około 1800-2200 zł/mc (mieszkanie 2-3 pokojowe). Pokoje można znaleźć za 500 zł/mc nawet blisko centrum.

Przykładowe ceny parkingów pod Tatrami

Ludzie
Mentalność Zakopiańczyków i Górali jest nieco inna od tej, którą znałem z miast, w których wcześniej mieszkałem. Mieszkańcy Stolicy Tatr to ludzie bardzo dumni i przywiązani do swej tradycji, swojej ziemi i interesów. Moją uwagę najbardziej zwróciło to ostatnie – pilnowanie własnego interesu i maksymalizowanie korzyści. W sumie słyszałem o tym już wcześniej, ale mieszkając tutaj mogłem zaobserwować jak wygląda to w praktyce.
Z udziałem miejscowych zdarzały się różne dziwne akcje – jeden z moich sąsiadów, który miał spory podjazd pod domem nie pozwolił parkować samochodu kurierowi na czas dostarczenia przesyłki. Bo nie. Teraz to adresat musiał fatygować się na dół. Inny z sąsiadów zamówił robotników do układania kostki brukowej przed domem. Faceci układali ją przez kilka dni, a sąsiad przez cały ten czas siedział na zewnątrz i patrzył im na ręce. Nawet obiad jadł na dworze. Udostępnianie miejsca parkingowego dla przyjezdnych w zamian za wedlowskie ptasie mleczko – koniecznie w dwóch smakach (waniliowe i śmietankowe!) to historia, która spotkała mojego teścia, kiedy przyjechał do nas w odwiedziny. O nieuzasadnionej niechęci do obcych już wspominałem, historię podłączania internetu też już znacie. Podobnych historii jest więcej, a wszystkie one składają się na specyficzny obraz ludności zamieszkującej Zakopane. Dla przyjezdnego z innego regionu Polski może się to okazać często przynajmniej dziwne.

Folklor
Folklor ludowy jest w Zakopanem wciąż dość żywy i łatwo dostrzegalny – w strojach, kuchni i gwarze. Stroje góralskie można zauważyć obecnie przede wszystkim w miejscach związanych z obsługą turystów – noszą je fiakrzy czy muzycy w knajpach. Można również dostrzec je na hali u juhasów, no i oczywiście podczas różnego rodzaju imprez plenerowych i kościelnych. Niektórzy górale wciąż są bardzo przywiązani do tradycji – jeden z moich sąsiadów nosił tradycyjny strój nawet podczas codziennej pracy.

Muzycy w strojach ludowych to tradycyjny obrazek w knajpach góralskich

Czy w ogóle warto przeprowadzać się do Zakopanego na stałe?

Nie da się łatwo odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Jednemu się spodoba, innemu nie. Na pewno pomieszkanie w Zakopanem jest ciekawym doświadczeniem życiowym, którego nie żałuję, i które bardzo mnie ubogaciło. Nigdy w życiu nie mieszkałem na wsi, a miejsce, w którym żyłem, takie właśnie było – dzięki temu mogłem się jedynie utwierdzić w przekonaniu, że wieś nie jest dobra dla mnie. Po wyprowadzce najbardziej żal mi pięknych widoków i bliskości Tatr, bo to było w Zakopcu bezcenne.

Natomiast najbardziej od tego miasta odstraszyły mnie: tłok, trudności komunikacyjne, uciążliwy dojazd, małomiasteczkowość i związana z nią mentalność. Wiele rzeczy z zakopiańskiej rzeczywistości można pojąć dopiero kiedy się tutaj pomieszka – zmierzy z regularnymi dojazdami, półroczną zimą i wiecznym tłokiem.

Jednak jak pokazuje życie, z miłości do Tatr można poświęcić wiele.

Po wyprowadzce najbardziej brakuje mi niezwykłej panoramy Tatr


Zobacz również:

Jak zorganizować wyprawę do Patagonii?


30 Comments

Paweł · Styczeń 3, 2019 o 6:33 pm

Z niecierpliwością będę czekał na Twoje podsumowania Krakowa :-)))

    Karol Nienartowicz · Styczeń 3, 2019 o 6:50 pm

    Nie wiem czy kiedykolwiek będzie 🙂

Marek · Styczeń 3, 2019 o 7:06 pm

No to z moich marzeń o zamieszkaniu w Zakopanem jestem wyleczony 🙂 Zastanawia mnie, skad zostało zrobione drugie zdjęcie tekście? Częste ujęcie, ale sam nigdy nie miałem okazji zbadać dokładnie tamtych terenów.

    Witek · Styczeń 4, 2019 o 8:48 pm

    Zdjęcie prawdopodobnie zostało zrobione z ulicy Salamandra w Kościelisku, za starym ośrodkiem wojskowym jest łączka nad Blachówką z której jest taki widok

Agata · Styczeń 3, 2019 o 7:25 pm

Hej Karol, mieszkam na Podhalu od ponad roku, zgadzam się z większością Twoich obserwacji. Co prawda mieszkam nie w samym Zako, a na totalnej wiosce, wiec szczególnie przy obecnym zimowym Armageddonie mam serdecznie dość 😉 Ale za to sielsko anielsko i brak tłoku. Powodzenia w krk, od lat podziwiam Twoje piękne fotografie oraz wspaniała twórczość żony. Pozdrawiam!

Sebastian Mierzwa · Styczeń 3, 2019 o 8:15 pm

Wykazałeś się niezwykłą dyplomacją opisując Zakopane 🙂 ale brawo za tekst. Kto choć trochę zna miasto dopowie sobie resztę. 🙂 Przypomina mi się taka scenka sylwestrowa: Jest dobrze po dziewiętnastej, pada śnieg, na autobus czeka kobiecina z siatami pełnymi sprawunków. Nagle przez megafon słychać taki komunikat: „autobus do Murzasichle nie pojedzie”. Babka się rozgląda i… rusza przez nieodśnieżone okolice dworca obierając azymut pewnie na Murzasichle. Taki standard 🙂 Noworoczne Pozdro!

Hania · Styczeń 3, 2019 o 8:23 pm

Ciekawy wpis, mimo iż nie mieszkałam w Zakopanem to bywam tam dosyć często (obecnie z małą przerwą) i zgadzam się praktycznie w 100% z całym Twoim wspisem!Co prawda, gdy organizowałam tam swój ślub (a pochodzę z Gdańska) to muszę przyznać, że wszyscy bez wyjątku byli bardzo pomocni i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, ale rzecz jasna ‚dutki’ musiały się zgadzać 😉 Trochę szkoda, że ten artykuł dopiero powstał, bo zdecydowanie użyłabym kilka faktów w mojej pracy magisterskiej na temat wpływu turystyki na Podhale, ale wtedy musielibyśmy cofnąć się w czasie o kilka lat 😀 Pozdrawiam i życzę kolejnych udanych plenerów (szczególnie w Tatrach) 🙂

Henryka · Styczeń 3, 2019 o 8:26 pm

Przeczytałam jednym tchem 🙂 i nigdy bym się nie przeprowadziła do Zakopanego – najbardziej przerażałby mnie ten tłok. Pozdrawiam!

pani eM · Styczeń 3, 2019 o 9:29 pm

W ubiegłym sezonie zimowym należałam właśnie osób twierdzących, „że praca jest ciężka, ale możliwość bycia blisko gór bezcenna”. Bycia, a więc i fotografowania! Podzielam większość Pańskich spostrzeżeń, oprócz może powszechności noszenia tradycyjnych, strojów góralskich, nie licząc tych sytuacji „pod turystów” (kelnerzy, handlarki, fiakrzy). Gdy przyszła mi ochota na sfotografowanie odświętnego folkloru w liczbie mnogiej, rozeznałam wcześniej starannie wśród miejscowych, gdzie (przy którym kościele – padło na sanktuarium M.B.Fatimskiej) i kiedy (która msza przyciąga więcej tubylców niż przyjezdnych) będzie to najbardziej prawdopodobne. I co? Lipa! Raptem jedna kobieta w serdaczku.
A Stare Krzeptówki? To cała historia! Także mało przyjemna dla mnie przy próbie fotografowania. Gdy przymierzałam się na ulicy do uwiecznienia starej malowniczej drewnianej przybudówki domu (żadnych osób, aut z numerami rejestracyjnymi itp. – rozumiemy się), czujna pani wychynęła z owego domu skutecznie mi to uniemożliwiając, przy okazji podejrzewając o różne niecne zamiary. Przy okazji przez kwadrans nasłuchałam się strumienia opowieści o miejscowych wydarzeniach, konkretnych rodach, księżach, politykach zamieszanych w niesamowite historie, podchody, zbrodnie. Istny zakopiański pitawal! Słuchałam tak długo w nadziei, że z pani zejdzie powietrze i zmięknie, pozwalając mi w końcu na to jedno zdjęcie szopy. Niestety. Mało tego! Po 10 miesiącach od tamtych tygodni pod Tatrami spotkała mnie prawdziwa strata. Podczas kopiowania straciłam tysięce zdjęć (dla mnie unikatowych). Jakaś klątwa związana ze Starymi Krzeptówkami? 😉

Hania · Styczeń 3, 2019 o 9:30 pm

Ciekawy wpis, mimo iż nie mieszkałam w Zakopanem to bywam tam dosyć często (obecnie z małą przerwą) i zgadzam się praktycznie w 100% z całym Twoim wspisem!Co prawda, gdy organizowałam tam swój ślub (a pochodzę z Gdańska) to muszę przyznać, że wszyscy bez wyjątku byli bardzo pomocni i byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, ale rzecz jasna ‚dutki’ musiały się zgadzać 😉 Trochę szkoda, że ten artykuł dopiero powstał, bo zdecydowanie użyłam bym kilka faktów w mojej pracy magisterskiej na temat wpływu turystyki na Podhale, ale wtedy musielibyśmy cofnąć się w czasie o kilka lat 😀 Pozdrawiam i życzę kolejnych, udanych plenerów (szczególnie w Tatrach) 🙂

Sami · Styczeń 4, 2019 o 2:56 pm

Od kilka lat mieszkam w Zakopanem i co prawda występują te minusy o których piszesz ale nie są ona aż tak uwypuklone na tle innych miejsc moim zdaniem. Prawdziwy tłok jest w weekendy w sszczycie sezonu ale te pojedyńcze dni można przezyć. Wiele niepochlebnych uwag co do stałego mieszkania tutaj słyszałem od ludzi którzy może i chcieli by się tutaj przeprowadzić ale z jakichś powodów tego nie robią. Też mnie straszyli potężna zimą której nie da się przeżyć itp itd. Ogolnie że tylko mi się wydaje że jest tu tak fajnie a że jak zamieszkam na stałe to mi się odwiedzi. Nic z tych rzeczy. Chodzę w góry często i mam na to czas, co chwilę spotykam się ze znajomymi którzy wpadają do Zakopanego a przy okazji do mnie, pracuje w fajnym zawodzie za znośne pieniądze więc nie przymieram głodem a i mogę coś odłożyć. Podsumowując nie spieszy mi się do wyprowadzki.

Saw · Styczeń 5, 2019 o 9:39 am

Wszystko fajnie, ciekawy tekst ale końcówka „Nigdy w życiu nie mieszkałem na wsi, a miejsce, w którym żyłem, takie właśnie było – dzięki temu mogłem się jedynie utwierdzić w przekonaniu, że wieś nie jest dobra dla mnie.” to jakiś dziwny wybryk ośmieszający całą wcześniejszą treść. Porównanie miasta, które okresowo jest tak oblężone przez ludzi że ciężko przejść, ma lidle, biedronki wiele sieciowych sklepów i innych udogodnień do wsi to jakaś kpina. Różnic jest wiele. na przeciętnej wsi sąsiad to by Ci pozwolił cały rok Twoj samochód trzymać u niego na posesji jeżeli bys nie miał gdzie u siebie to i jeszcze za DARMO by Ci jabłek ze swojego drzewa dał i mlekiem prosto od krowy napoił.

    Piotr · Styczeń 5, 2019 o 11:25 am

    W Zakopanem wieś jest w tubylcach, a nie w infrastrukturze.. i czasem jest to wadą, a czasem zaletą tego miejsca.

    The Loctus · Styczeń 5, 2019 o 11:53 am

    No i co z tego, że jest Biedronka i Lidl? Zakopane to wieś mentalna (a w zasadzie wiocha – podejrzewam, że to miał na myśli autor) – zawiść, złośliwości, chciwość i wzajemne podkładanie sobie świń… Poza tym poza ścisłym centrum, które przypomina trochę kurort jest tam jak na wsi – na łąkach wypasa się zwierzyna, zabudowa jest niska, ludność prosta, wieczorami libacje i awantury – czy nie przypomina to polskiej wsi? Przecież w wyborach na burmistrza w 2014 r. tylko trzech kandydatów (na 5) miało wyższe wykształcenie. NA BURMISTRZA! Pracowałem w Zakopanem przez kilka lat to się naoglądałem i nasłuchałem.

GL · Styczeń 5, 2019 o 9:54 am

Jeśli chodzi o problem z netem to mogę coś na ten temat powiedzieć – generalnie firmy wykonawcze, zajmujące się budową sieci dla różnych operatorów z wielką niechęcią podchodzą do tego terenu ze względu na olbrzymie problemy z uzyskaniem zgód od właścicieli gruntów na umieszczenie urządzeń telekomunikacyjnych (słupów, kabli itp nie mówiąc już o nadajnikach telefonii komórkowej co jest dodatkowo obwarowane innymi przepisami) a więc z uzyskaniem de facto wszelkich formalnych dokumentów najczęstszą przyczyną braku zgody na budowę jest odpowiedź : „nie pusce bo nie i co mi zrobicie „

Chris · Styczeń 5, 2019 o 12:59 pm

Uchachałem się czytając Twój tekst, zresztą bardzo a bardzo dobry lub lepiej napisać trafny. Miałeś możliwość pomieszkania wśród jednej z niewielu subkultur polskich. Z tego co patrzyłem mieszkałeś w Jeleniej, Zielonce, trochę Wrocku to zupełnie inne tereny i ludzie, bo w sporej części repatrianci z naszego Wschodu. Zakopane i Podhale jest inne bo w zasadzie od wieków zamknięte. Dodatkowo osobny gwara oraz ubiór podkreślają tę inność, a uwielbienie Warszawki i części Polski tej inności nakręca ją dodatkowo i utwierdza samych mieszkańców Zako i Podhala że są wyjątkowi. Ich przywiązanie do tradycji jest wielkie, tak samo jak do kasy i jej maksymalizacji jak słusznie zauważyłeś. To było i moje marzenie kiedyś aby osiąść w Zako ale po kilku pobytach stwierdziłem, że Zako jest fajne gdyby tylko jeszcze tych pazernych na dutki górali nie było i tego cholernego tłoku. Największym w każdym razie osiągnięciem mieszkańców Zako i Podhala jest „zagarnięcie” słowa góral, bo mieszkaniec Dusznik Zdrój, czy Zieleńca może być maksymalnie Duszniczaninem lub Dolnoślązakiem, a mieszkaniec Ustrzyk Górnych czy Lutowisk może osiągnąć co najwyżej status Ukraińca. Dzięki Bogu i Golcom Polska dowiedziała się że są górale Żywieccy a nie tylko piwo Żywiec. Nie chodzą na zupełnie w strojach z etykiety Żywca, a są nawet podobni do tych spod Giewontu, tylko mają inne kapelusze i wzory i … są dużo mniej pazerni na dutki. Za największy sukces góralskiego pr uważać jednak można fakt zupełnego wymazania z pamięci Polaków Goralenvolk i współpracy z Niemcami części góralskich „elit” Podhala poczynając od Wacława Krzeptowskiego, Karoliny Gąsienica-Rój, Marii Siuty-Szwab, Stefana Krzeptowskiego, Józefa Cukiera, po wielu innych. Myślę, że Kraków, a zwłaszcza ten „stary” i jego elity będą też niezwykle ciekawych przeżyciem 🙂

Erax Rookie · Styczeń 5, 2019 o 2:22 pm

TLTR. Nigdy więcej tej wsi Zakopane, razem z tymi gorolami pazernymi i ich problemami.

Renia · Styczeń 5, 2019 o 6:53 pm

Pytanie czy nie wiedziałeś gdzie się przeprowadzasz bo piszesz o powszechnie znanych faktach. Przecież tam bywałeś a korki nie są od dziś. Podobnie jak ceny paliwa czy parkingów. Bez sensu wylewać takie żale bo to niestety Twój błąd, że nie zastanowiłeś się głębiej wcześniej. Nie chcę Cię straszyć ale krakoscy centusie umieją się zrozumieć z góralami 😉

Po prostu wszędzie są ludzie i ludziska. Kolesiostwo też jest w całym kraju, nie tylko w zako.

    joten52 · Luty 20, 2019 o 9:01 pm

    Jesteś widać słabo wykształconym prostakiem, tekst oceniasz podle siebie i z tego to wynika. Jakie wylewanie żalów? W żadnym zdaniu nie ma żalu względem minuty nawet spedzonej a Z. przez autora. Jest tylko wiernie opisana rzeczywistość, która jest dla wielu zupełnie nieznana. I dzięki tym opisom poznaje się wszystko co wartościowe dla podobnych wedrowców. Ludziom się wydaje, że jakieś małe drobne sprawy można olać, a potem się okazuje, że są gorsze od kamienia w bucie, wręcz uniemożliwiają życie. Dwa lata obserwacji, człowieka który mieszkał w wielu regionach Polski, są rzetelną oceną rzeczywistości. Ty zaś od razu widzisz w tym jakieś wylewanie żalu… Pięć zdań, z tego trzy ewidentnie głupie i nieczytelne wręcz. To rzeczywiście osiągnięcie. Tylko głupcy tak potrafią.

Piotrek · Styczeń 5, 2019 o 8:58 pm

Byłem kilka razy w Zakopcu i to co opisałeś w sumie się zgadza. Najgorszy tutaj jest ten tłok i wysokie ceny. Zakopiec na kilka dni jest ok – o ile masz swoje jedzenie i idziesz w góry :).
Pozdrawiam!

Sitab · Styczeń 5, 2019 o 9:07 pm

Dobry tekst i fajnie się czyta. Najbardziej mi przeszkadza osobiście pazerność górali. Nigdzie nie spotkałem się z takim podejściem. Odnoszę wrażenie, że dla kilku dudków utopiliby człowieka w łyżce wody.

faretka · Styczeń 5, 2019 o 10:52 pm

Z internetem klamiecie. Skoro tam mieszkacie to musi byc dostep do drogi publicznej a skoro jest taki dostep to macie prawo pociagnac tamtedy przylacze internetowe. Zadnych zgod sasiadow nie potrzebujecie. Zgody sa potrzebne do SIECI a nie do PRZYLACZA! Zalosne jest jak robicie sensacje zeby klikow wiecej dostac.

    Autor · Styczeń 6, 2019 o 1:03 pm

    Monter Orange oraz konsultant w salonie byli innego zdania, ale rozumiem, że wiesz najlepiej.

Pawel · Styczeń 5, 2019 o 11:59 pm

Jak to mawiaja, miejsce piekne, tylko ludzie k….

Walczewski · Styczeń 6, 2019 o 7:41 am

Zgadzam się z twoimi obserwacjami Zakopanego, jednak z punktu widzenia komfortu życia miejsce to nie jest takie złe. Oczywiście koszty wynajmu mieszkania są wysoki jak i znalezienie go w związku z popularnym wynajmem krótko terminowym. Patrząc z mojego punktu widzenia a mieszkam tutaj prawi całe życie, dużo podróżuje zawodowo i znam inne miejsca w Polsce. Zakopane jest znacznie bardziej barwniejsze niż obraz który zamieściłeś, dzięki ludziom takim jak ty którzy tu osiedli z innych miejsc i krajów. Od okresu międzywojennego zaczynajac. Życie kulturalne oczywiście nie jest tak bogate jak w Krakowie I innych dużych miastach ale jest sporo spotkań literackich i nie tylko w okresie sezonu letniego, jest kino studyjne (kapitalny repertuar ). Jedna z najważniejszych rzeczy którą nie poruszyłeś to dostępność obiektów sportowych COS, baseny korty tenisowe, trasy biegowe dużo tańsze od podobnych obiektów w Polsce i dostępne dla każdego. Z punktu widzenia rodzica również odległości pomiędzy różnymi dodatkowymi zajęciami dla dzieci sportowymi szkolnymi itp są nie duże. Znając realia dużych miast, znajomi opowiadają mi ile poświęcają na to czasu. Poprawa powietrza wydaje mi się na podstawie moich obserwacji znacząca, śledzę aplikacje Airly która podaje stężenie zanieczyszczeń w całej Polsce, to na jej podstawie na prawdę Kraków pomimo mojej wielkiej sympati dla tego miejsca (studia, wspomnienia) odpada jako miejsce do zamieszkania. Bardzo ciekawy tekst, pozdrawiam.

Marcin · Styczeń 7, 2019 o 8:52 am

Rewelacyjnie sie to czytalo, malo tego man podobne obserwacje gdyz moja zona tez jest goralka i nie raz bylem w zakopcu. Czekam na wiecej refleksji i takich wstawek ze zdjeciami. Pozdrawiam i zycze wielu wspanialych kadrow.

MaX · Marzec 1, 2019 o 8:08 am

Bardzo ciekawie opisany artykuł. Dwa lata wystarczą na wiarygodną ocenę. Sam nosiłem się już wiele razy z zamiarem żeby się na stałe do stolicy naszych pięknych gór przeprowadzić ale… Ten artykuł pomógł mi trochę rozwiać to przysłowiowe (ale) Dodatkowo wydaje mi się że dla rodzin z dziećmi tak jak moja może być też bariera w szkole w starciu z tubylcami (akceptacja cepra w szkole może okazać się nie lada wyzwaniem) Jestem Ciekawy jak oceniasz Kraków z perspektywy czasu? Nie ukrywam że moja decyzja balansuje pomiędzy Krakowem a Zakopanem. I jak z tymi smokami (smogami) w Krakowie bo słyszałem że oprócz wawelskiego straszy tam jeszcze inny…?

    Karol Nienartowicz · Marzec 4, 2019 o 12:39 pm

    Generalnie z góralami jest trochę jak w dowcipach. Ale dopiero kiedy się przeprowadziłem, to okazało się, że wszystkie dowcipy są prawdziwe.
    A krakowski smog, to perfumy przy smogu z kominów w Zakopcu – ale o tym pisałem już w artykule 🙂

      MaX · Marzec 7, 2019 o 7:43 pm

      A jeśli chodzi o największe plusy i minusy Krakowa?

        Karol Nienartowicz · Marzec 7, 2019 o 9:31 pm

        Kraków to duże możliwości działania, załatwiania różnych spraw na miejscu, zakupy itd. Plus dobra lokalizacja dla wypadów górskich i zagranicznych.
        Minusy to dla mnie drożyzna na rynku mieszkań, kłopoty z parkowaniem, korki na drogach w godzinach szczytu i bardzo nieprzemyślany i trudny układ dróg do jeżdżenia po mieście autem. Jeździłem po wielu miastach w wielu krajach, ale tak nieintuicyjny i skomplikowany układ komunikacyjny jak w Krakowie widzę po raz pierwszy – nawet w Albanii mają to rozwiązane sensowniej.
        W dużym skrócie chyba tyle po pół roku obserwacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *