Namiot Marabut Arco został przetestowany w ramach Wyprawy Fotograficznej Lyskamm w sierpniu 2014 r. w Alpy Szwajcarskie. Produkt otrzymałem na podstawie umowy sponsoringowej z firmą Marabut w lutym 2014 r.

Głównym celem wyjazdu były wejścia oraz wykonanie zdjęć na Lyskamm (4527 m n.p.m.) oraz Tête Blanche (3724 m n.p.m.) w Alpach Walijskich. Podczas ekspedycji wszystkie noce spędziliśmy w namiocie Arco, który był naszym jedynym domem w górach. Nocowaliśmy przede wszystkim na dużych wysokościach, od 2800m n.p.m. do 4200 m n.p.m., więc namiot został sprawdzony głównie w trudnych górskich warunkach, na lodowcach, w ujemnych temperaturach, burzach z rzęsistymi opadami deszczu oraz silnych wiatrach.

Początkowo rozważałem zabranie modelu Baltoro, ale po konsultacji z przedstawicielem Marabuta otrzymałem obszerny dwuosobowy namiot typu iglo – Marabut Arco. Zależało mi na konstrukcji, której wygląd jest atrakcyjny, bo zgodnie z profilem wyprawy, namiot był jednym z najwdzięczniejszych modeli podczas fotografowania w wysokich górach. Wybrałem kolor zielony, który świetnie wpisuje się w otoczenie i nie jest tak inwazyjny dla krajobrazu.

Namiot Arco u podnóża Dufourspitze (4634 m) – drugiego szczytu Alp. Fot. Paweł Cyrulik

Składanie i rozkładanie: namiot jest podtrzymywany trzema metalowymi masztami, z których dwa trzymają sypialnię, a jeden tworzy obszerny przedsionek. Rozkładanie namiotu wymaga nieco siły, zwłaszcza wsunięcie masztów w ciasne materiałowe szlufki, które znajdują się na zewnątrz namiotu. Po nabraniu odrobiny wprawy wszystko szło już bardzo sprawnie, jednak najwygodniej rozkładać i składać namiot w dwie osoby. Aluminiowe szpilki są lekkie ale mocne, wreszcie podczas wbijania udało się uniknąć pogięcia a ich mocno pomarańczowy kolor pomógł przywieźć je z powrotem w komplecie. Podczas biwaków na lodowcu szpilki nie były już zbyt przydatne i w ogóle ich nie używaliśmy, a za kotwy służyły kijki trekkingowe i czekany.

U podnóża Lyskamm (4527 m).

Użytkowanie namiotu: W namiocie przemieszkaliśmy dużo czasu, bo kiedy pogoda była gorsza spędzaliśmy w nim większość dnia. Namiot, zgodnie z reklamą producenta, jest wygodny i całkiem przestronny. Szczególnie dobre wrażenie robi większy z przedsionków, który był w stanie pomieścić dwa plecaki, cały sprzęt i jeszcze zostało sporo miejsca na gotowanie. Drugi przedsionek był już trochę mniej funkcjonalny, ale swoją rolę spełnił i dało się pod nim przechować trochę ekwipunku. Najlepszym pomysłem w namiocie Arco są dwa wejścia. Jest to rozwiązanie niezwykle wygodne w warunkach długiej wyprawy, gdzie sporo czasu spędza się w namiocie i praktycznie całkowicie wyeliminowało przeciskanie się przez siebie podczas wielodniowego biwakowania. Świetnie spisały się wywietrzniki, które oprócz swej podstawowej funkcji pozwalały nam na wygodną kontrolę pogody i warunków atmosferycznych na zewnątrz, bez konieczności otwierania wejścia. Przy dużym mrozie rzecz przydatna.

Wyłącznie ozdobą okazała się podwieszana półka pod sufitem sypialni. Jej rozmiary są tak małe, że z trudem pomieści choćby latarkę czy telefon, a nawet jeśli coś już uda się położyć, to wystarczy mocniejszy podmuch wiatru by rzeczy spadły. Pozostają więc tylko siatkowe kieszenie przy podłodze, które jednak czasem zamakają, kiedy mokry tropik dotknie sypialni, więc niezbyt nadają się do trzymania rzeczy wrażliwych na wilgoć.

Namiot Arco na krawędzi lodowcowej szczeliny na wys. 3950 m.

Odporność na warunki zewnętrzne: Namiot Arco był używany głównie w trudnych warunkach wysokogórskich i tu sprawdził się wyśmienicie. Był to nasz prawdziwy dom w sercu Alp, dający poczucie bezpieczeństwa i niezawodności. Podczas Wyprawy Fotograficznej Lyskamm 8 razy padał śnieg, mrozy sięgały -20 stopni i szalały huraganowe wiatry. Można więc powiedzieć, że namiot przetestowaliśmy w warunkach zimowych. Podczas noclegu na lodowcu Mont Mine w Alpach Walijskich zbudowaliśmy dodatkowo murek ochronny ze śniegu, który nieco chronił od wiatru. Ale nawet bez tego Arco spisywał się na wietrze bardzo pewnie, nie kładł się pod naciskiem podmuchów i śniegu. Podczas składania namiotu na wspomnianym wcześniej lodowcu musieliśmy skuwać zlodowaciały śnieg przez kilka minut czekanami, a namiot przetrzymał tę operację bardzo dzielnie. Generalnie podczas tych kilkunastu dni nie doznał żadnego uszczerbku, a wszystko spisało się bardzo dobrze. Jedyna rzecz, która trochę ucierpiała to napis Arco na bocznej ściance, który po mocnym przymarznięciu tropiku do śniegu – został prawie w całości na kawałku lodu.

Prawdziwy test namiotu miał miejsce na lodowcu Mont Mine na wysokosci 3350 m, gdzie przez 2 doby opierał się śnieżycom i huraganom.

ZALETY:

+wytrzymała konstrukcja i ogólnie dobra jakość wykonania

+dużo przestrzeni wewnątrz

+dwa wejścia

+dwa przedsionki w tym jeden bardzo duży

+wywietrzniki obsługiwane od wewnątrz

+sztywne szpilki odporne na wygięcia

+aluminiowy stelaż

WADY:

-półka pod sufitem, której rozmiary zakrawają na żart

-prawie niemożliwe rozkładanie/składanie w pojedynkę

Biwak na wysokości 4150 m. Fot. Paweł Cyrulik

Podsumowanie: Namiot Marabut Arco dał nam komfort niezawodności i bezpieczeństwa na dużej wysokości i na pewno posłuży jeszcze nieraz podczas górskich wypraw. Waga niecałych 4 kilogramów to naprawdę niewygórowana cena za własny dom na lodowcu u podnóża drugiego najwyższego szczytu w Europie.

Szczegółowe specyfikacje i cena na stronie producenta: http://www.namioty.marabut.com/namioty,namiot-ekspedycyjny-arco,5.html


1 Comment

Jurek · Listopad 22, 2019 o 12:13 pm

Używaliście odciągów? Jak tak to w jakich przypadkach?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *