Słowem wstępu

O warunkach i specyfice pracy fotografa górskiego zwykle się mówi niewiele. Ogląda się głównie zdjęcia – finalny produkt każdej fotograficznej wyprawy. Liczą się fotografie, a sposób ich powstania zwykle zostaje przemilczany lub schodzi na drugi plan. Ale aby dobre zdjęcie powstało musi zostać wykonana określona praca przez fotografa. A warunki pracy – szczególnie w górach, są specyficzne, co postaram się krótko przedstawić na przykładzie własnych wypraw.

Sprzęt

To wbrew pozorom bardzo ważny temat. Przede wszystkim objętość sprzętu i jego waga, które mają podstawowy wpływ na wagę całego bagażu podczas wyprawy. Fotografuję w górach już ponad 10 lat, choć nie zawsze traktowałem to poważnie. Początkowo mój sprzęt ważył bardzo niewiele. Kompaktowy aparat i statyw z marketu, którego łączna waga ledwo dobijała kilograma. Wraz z doświadczeniem waga sprzętu rosła, a rok temu, kiedy dokonałem poważnej zmiany sprzętowej przechodząc na nowy system, ciężar moich zabawek przekroczył 7 kg.
Dobra, ale 7 kg sprzętu to nie jest znowu bardzo dużo. Zgadza się, ale z tym majdanem trzeba iść w góry. To daje w dupę – szczególnie podczas wypadów zagranicznych, gdzie chodzi się kilka-kilkanaście dni. Teraz dodajmy do tego pozostałe rzeczy: namiot, śpiwór, ubrania, buty, jedzenie, wodę ( w suchych górach nawet 5-6 l.), apteczkę itd. Waga plecaka przekracza już 20 kg. W 2013 r. w Alpach robiliśmy po 10 km i podchodziliśmy po 900-1200 m w pionie dziennie. Z pełnym plecakiem. A rok wcześniej nawet po 1400 m i 18 km. Norma.

Zdjęcie ze sprzętem podczas jednodniowego wyjścia w góry. Fot. Tomek Gadomski

 

Muszę wspomnieć jeszcze jedno – autostop. Od 3 lat, każdego roku staram się zorganizować minimum jedną wyprawę autostopową. W 2011 r. były to: Polska, Słowacja, Węgry, Austria i 2 tripy po Czechach. W 2012 Paryż i Bałkany, w 2013 Anglia i Szkocja (bardziej szczegółowo o wyprawach na stopa napiszę innym razem). Plecak z wyposażeniem na kilka tygodni jest na plecach cały czas – także w górach.

Szlaki

Góry to góry. Wiadomo – bywają szlaki proste, bywają trudne. Sporo szlaków alpejskich, które nie prowadzą na szczyty ma poziom trudności Beskidów i Sudetów. Ale jest też sporo dróg ciekawych i trudnych, gdzie wdrapanie się ze sprzętem fotograficznym wymaga większego zaangażowania. Warto wspomnieć i jedne i drugie.

Tatry

W Tatrach fotografowałem bardzo dużo, choć mam niewiele pamiątek w postaci zdjęć, na których jestem. Planuję wrócić w kilka miejsc w Tatrach w celach fotograficznych – głównie na wschody słońca w trudno dostępnych miejscach, ale na razie to dość odległy pomysł.

Orla Perć, Pościel Jasińskiego – moim zdaniem najciekawszy fragment Orlej Perci: Granaty – Krzyżne. Na Orlą wrócę kiedyś na poważnie z aparatem, bo mam konkretne plany fotograficzne co do tego miejsca.

Z 20 kg plecakiem na łańcuchach w drodze na Rysy (2499 m). Dzięki wyjściu o wczesnej porze miałem możliwość fotografować z pustego wierzchołka.

Na Orlej Perci w rejonie drabinki nad Kozią Przełęczą. Na lekko szlak ten wcale nie jest bardzo skomplikowany.

Z bagażami pod przełęczą Czerwona Ławka. Słowacja.

Bałkany
Przez ponad 20 dni temperatury przekraczały 30-35 st. Wędrowanie w takich warunkach nie tylko było męczące, ale czasami prawie niemożliwe. Wysoko w górach Albanii było trochę lepiej, bo przynajmniej noce były chłodne. Po miesięcznym wyjeździe miałem dość upałów na ponad rok.
Góry Macedonii były bezlitosne. 37 stopni ciepła i zero wody. Z tego powodu wytrzymaliśmy tylko dwa dni w terenie. Najwięcej z bagażu ważyła oczywiście woda, której i tak nam brakło już w pierwszym dniu. Obecność 2 wielkich jezior w sąsiedztwie pasma górskiego przyczyniła się do słabej przejrzystości powietrza przez co przyzwoite zdjęcia udało się wykonać tylko o wschodzie słońca. Ze względów klimatycznych i pogodowych góry Bałkanów są trudnym tematem.

W ponad 35 stopniowym upale w Górach Przeklętych w Albanii. Tutaj przynajmniej można było znaleźć wodę.

Plusy wysokich temperatur są nie do przecenienia, kiedy jakimś cudem uda nam się znaleźć staw z krystalicznie czystą zimną wodą – tak jak jeziora w dolinie Buni Jezerces w Górach Przeklętych na pograniczu Albanii i Czarnogóry. Wspaniałe uczucie, kiedy po całym dniu wspinaczki w skałach Maja Jezerce można się wykąpać w jeziorze podobnym do Morskiego Oka czy Czarnego Stawu pod Rysami.

Macedonia, Góry Galicica. Upał, insekty i brak wody pitnej. Góry piękne, ale niezwykle trudne do chodzenia latem. Wszechobecne robactwo ustępuje trochę na grani, choć wciąż w oddali słychać było dudniące bzyczenie setek tysięcy małych skrzydełek.

Góry Taraboshit ponad Jeziorem Szkoderskim w Albanii – jedno z najtrudniejszych wspomnień z chodzenia po górach Bałkanów – początek szlaku zaczyna się na 7 m n.p.m. (!), upał ponad 35 st. Sam fakt, że znalazłem się w tych górach był przypadkiem, ale to miejsce okazało się rewelacyjne do odpoczynku po wypadku, którego doznałem wcześniej i rekonwalescencji po zabiegu chirurgicznym w szpitalu w Tiranie. Po raz pierwszy poczułem słabe nogi od gorąca, ale po zrobieniu turbanu z mokrej koszulki i polewaniu go regularnie wodą udało się wejść na grań. Oczywiście bez żadnej drogi, bo te tutaj istnieją tylko szczątkowo.

Góry Fogaraskie

Fogarasze mają kilka miejsc trudnych do przejścia z wielkim plecakiem. Tym najtrudniejszym miejscem jest oczywiście szlak na Vf. Negoiu, który prowadzi wąską eksponowaną granią.
Przy złej pogodzie trzeba ten szczyt obejść dołem, schodząc do dolin i ponownie zdobywając wysokość. Kulminacyjnym momentem tego przejścia jest wąska przełęcz, w zasadzie szczerba w skałach – Strunga Ciobanului o niepozornej wysokości niewiele ponad 2300 m. Podejście prawie pionową ścianą z wielkim plecakiem, który z każdym krokiem blokuje się w skałach jest nie tylko trudne ale i niebezpieczne.

Strunga Ciobanului, fot. internet

Przez widoczną w skałach szczerbę trzeba się przecisnąć. U góry jest tak wąsko, że mieści się tylko jedna osoba. Na zdjęciu powyżej jeszcze nie ma mgły, która naszła gdy znalazłem się na Strundze. Zejście prowadziło pionowo w otchłań, bo nie było widać gdzie się idzie. Ponadto kamienie, którymi prowadziła droga uciekały spod nóg. Jak tu nie kochać Fogaraszy?

Góry Rodniańskie
Najwyższe pasmo Karpat Wschodnich nie przedstawia trudności technicznych, ale fotograf chcący się tam wybrać wiosną musi się liczyć z utrudnieniami, które spotka w każdych wysokich górach: nawisy, oblodzenie, płaty śniegu.

Zdobycie głównej grani północnym zboczem jest praktycznie niemożliwe. Kto próbował wejść od tej strony zawracał przed śnieżnymi nawisami. Zdjęcie z maja.

 

Alpy Julijskie i Kamnicko-Sawińskie

To inny wymiar. Prawie 2 tygodnie fotografowania podczas chodzenia po via ferratach. Zwykle nie chowałem aparatu na czas marszu, ale na ferratach w kilku momentach musiałem to zrobić, by w ogóle przebrnąć niektóre odcinki. Robienie zdjęć na żelaznych drogach ma jedną wielką zaletę: pozwala uchwycić naprawdę dzikie górskie widoki z pozornie niedostępnych miejsc!

Droga na Triglav. Czyli niekończące się mgły przelewające przez szczyty. Sam szlak też jest mocno eksponowany, choć poza tym nie bardzo trudny. Fotografowanie w tym miejscu przyniosło mi wiele radości. Fot. Łukasz Mięgoć.

Chwila odpoczynku na Małym Triglavie. Leżący śnieg jest efektem nocnego opadu w środku lata, który miał miejsce w sierpniu 2011 r. w całych Alpach. Fot. Łukasz Mięgoć

Grintovec – najwyższy szczyt Alp Kamnicko-Savińskich. Na tej ferracie ciągnącej się na przestrzeni wielu kilometrów dało się zrobić naprawdę dobre zdjęcia. Alpy Kamnicko-Savińskie okazały się dla mnie odkryciem wyjazdu i miejscem nie tylko znacznie ciekawszym od Alp Julijskich, ale również znacznie mniej zatłoczonym i obfotografowanym. Fot. Łukasz Mięgoć

Prisojnik, Alpy Julijskie. Najtrudniejszy szlak prowadzący na szczyt jakim szedłem do tej pory. Wiele fragmentów bardzo mocno eksponowanych, rynny, kominy, żleby, okna skalne, itp. W niektórych miejscach trzeba było się czołgać, by pójść dalej. Ale było warto, bo widoki ze szczytu sięgają od Adriatyku po Grossglockner.Nie żałuję ani minuty spędzonej na tej ścianie.

Via ferrata na Prisojnik. tutaj niestety musiałem już schować aparat. Fot. Łukasz Mięgoć

Takich eksponowanych przejść nie szło zliczyć w Alpach Julijskich. Są wszędzie. To na zdjęciu to akurat zejście z Triglava – najwyższej góry Słowenii. Fot. Łukasz Mięgoć

Nawet na takich szlakach gdzie z jednej strony jest 600 m ściany z drugiej 900 m, nie warto chować aparatu. Asekuracja w postaci kołków sterczących ze ściany to standard w słoweńskich Alpach.

Alpy Francuskie

Nowe doświadczenie w fotografii – lodowiec. Od tego momentu polubiłem się z tym tematem.

Aiguilles d’Arves – jeden z tych momentów, gdzie ciężko ogarnąć zmieniający się z minuty na minutę krajobraz. Poza nami nie było w tym miejscu nikogo. Nikt obcy nie doświadczył tego spektaklu. Fot. Łukasz Mięgoć

Droga na Dome de Neige des Ecrins (4015 m) była bardzo pouczająca. Także z fotograficznego punktu widzenia. Dała jasno do zrozumienia, że tylko wychodząc głęboką nocą jest szansa na zrobienie dobrych fotografii o wschodzie słońca. Nauczyła również, że spacery po lodowcu w pełnym słońcu to nie jest dobry pomysł.

Czasem nawet przy bezchmurnej pogodzie warto wejść na szczyt z aparatem. Nagle doliny wypełniły się chmurami, które tańczyły na grani przez 40 minut. I pozwoliły obejrzeć kilka razy widmo Brockenu 🙂 Fot. Łukasz Mięgoć

I jeszcze kilka migawek z innych wypadów

Niespodziewani goście to zawsze miłe zaskoczenie. Gorzej gdy zaczynają zjadać namiot i sprzęt foto 🙂

I jak tu nie lubić fotografowania w górach, kiedy ma się takie towarzystwo? Fot. Łukasz Mięgoć

Polowanie na strachliwego zwierza. Szkocja.

Polowanie na zwierza vol. 2. Fot. Łukasz Mięgoć

Zamykając w klatce Matterhorn (4478 m). Szwajcaria.

W tak popularnych miejscach jak Old Man of Storr w Szkocji można spotkać zagranicznego kolegę po fachu nawet o pogańskiej godzinie.

Jak do domu blisko to i na zdjęcia chce się wychodzić 😉

Old Man of Storr

Ale najbardziej ekstremalne warunki i tak mam zawsze w Karkonoszach.

Karkonosze, Śnieżka.

Czasem przyroda w nieciekawym miejscu sama utworzy coś z niczego – tak jak to okresowe jezioro pod szczytem Popa Iwana w ukraińskiej Czarnohorze.

Niekiedy natura tak zadziwia, że aż trzeba paść na kolana.

Pierwszy wyjazd na Ukrainę stał pod znakiem 4 dniowej nieprzerwanej ulewy. Ciężki czas dla niecierpliwych.

Most po ukraińsku.

 

Na koniec dodam tylko, że górski fotograf, który fotografuje wyłącznie z drogi, którą przemierza samochodem to dupa, a nie fotograf. Dlaczego?

Domyśl się.
Dziękuję i pozdrawiam.


20 Comments

Paweł · Styczeń 22, 2014 o 10:51 am

Wspaniałe fotografie! A jak jest rozwiązywana sprawa akumulatorów? W tak niskich temperaturach szybko się wyczerpują, a doładować nie ma gdzie 🙂

Gabriel Szustkiewicz · Styczeń 22, 2014 o 12:52 pm

wielki szacun a zdjecia the best

Stefan Marcin Stefan · Styczeń 22, 2014 o 12:54 pm

Niesamowite zdjęcia. Nie jestem specjalnym fanem fotografii, ale w te zdjęcia wpatruję się jak w Pamele Anderson, gdy w wieku 10 lat oglądałem słoneczny patrol…

Izka · Styczeń 22, 2014 o 1:11 pm

Niesamowite zdjęcia! Człowiek, który nie ma żadnego pojęcia o fotografii widzi tylko finalny efekt, a nie wie ile pracy trzeba włożyć, żeby takie zdjęcie w ogóle powstało. Ja bym raczej daleko nie zaszła mając 20kg na plecach. Gratuluję poświęcenia.

Anonymous · Styczeń 22, 2014 o 2:18 pm

Coś niesamowitego. Jednak przyznam szczerze, że opis tych wypraw bardziej mnie zniechęcił, aniżeli zachęcił do takiego fotografowania gór 🙂 Sądzę, że tylko nieliczni są w stanie temu podołać. I nie chodzi tu tylko o talent do wyłapywania tak pięknych momentów (tutaj, jak się człowiek uprze, to może i uzyskałby ciut (podkreślę CIUT) zbliżone efekty, ale o wytrwałość przy chodzeniu po tak trudnych szlakach. Mój organizm niestety nie pozwoliłby mi na takie ekstremalne warunki, jeszcze z takim obciążeniem. Miałbym jeszcze malutką prośbę, dałoby radę, byś na swym blogu napisał taki poradnik dla początkujących? Tj. jak zacząć, jaki sprzęt jest potrzebny do pierwszych ciekawych fotografii, czy uda się uzyskać tak ładne zdjęcia bez chociażby delikatnej obróbki w Photoshopie, jakich błędów nie popełniać, by się szybko nie zniechęcić przeciętnymi fotografiami, etc.?Byłbym wdzięczny,Pozdrawiam,Krystian Kuś

Iza · Styczeń 22, 2014 o 3:02 pm

Fantastyczne zdjęcia, gratuluję! 🙂

tosca · Styczeń 22, 2014 o 6:05 pm

czarodziejskie i trudne wytrzymałościowo szlaki, ale zawsze warto, bo nagrodą jest zaskakujący pejzażkrystyna

Karol Nienartowicz · Styczeń 22, 2014 o 7:15 pm

Paweł – mam 4 szt. Używam mało LV, nie używam autofocusa, itp.Krystian – zrobiłem kiedyś wielką, dwuczęściową prezentację w pp dotyczącą fotografii w górach, gdzie poruszałem temat sprzętu, ekwipunku, pogody itp, itd, ale nie upubliczniłem tego nigdy. Generalnie dużo roboty z takimi poradnikami, ale będę miał na uwadze jak kiedyś coś takiego przyjdzie mi do głowy.

Anonymous · Styczeń 22, 2014 o 9:02 pm

Fajnie się czyta. Zdecydowana większość gór nie jest dla mnie, ważne jednak że mam Karkonosze 🙂 Zdjęcia rewelacyjne 🙂

Anna Babij · Styczeń 22, 2014 o 10:20 pm

czapki z głów! szczerze mówiąc nie miałam pojęcia że zbiorniki wodne mają w górach aż taki wpływ na przejrzystość powietrza… człowiek uczy się całe życie 🙂

Anonymous · Styczeń 22, 2014 o 11:39 pm

Panie Karolu a jakim obiektywem robi Pan takie zdjęcia ? Bardzo ciekawa biała konstrukcja na zdjęciu widoczna ? A statyw – co Pan poleca ? Pozdrawiam z wielkim podziwem dla Pana zdjęć….

Karol Nienartowicz · Styczeń 22, 2014 o 11:54 pm

Teleobiektyw Canon. Statyw – im cięższy tym lepszy.

Anonymous · Styczeń 23, 2014 o 12:00 am

Ehhh czyli faktycznie to wszystko trochę może ważyć. Aparat poznaję to 5d MkIII albo MkII. Też trochę waży. Dwa trzy obiektywy i plecak pełny. Jedno poślizgnięcie się i ze sprzętu miazga. To mnie zawsze przeraża w górach 🙂 Nawet z prostym modelem to strach …. jeszcze raz pozdrawiam. Kawal dobrej roboty Pan robi.

joten52 · Styczeń 23, 2014 o 5:08 pm

Bardzo dobry pomysł Karolu z tym blogiem tematycznym. I wykorzystałeś choć minimalną część zapasów tkwiących na dysku. I myślę, że każdy uczciwie oceniający Twoją pracę, musi się zatrzymać nad niezwykłością ujęć. Których nigdy sam nie zobaczy, będąc DUPĄ

Anonymous · Styczeń 24, 2014 o 2:05 pm

DUPA czasami widzi to czego oczy nie widzą 😉

joten52 · Styczeń 24, 2014 o 9:37 pm

Alle poziom DUPY zawsze będzie poniżej jej „obiektywu” .

Anonymous · Styczeń 26, 2014 o 8:50 pm

Piękne zdjęcia i niesamowita pasja. Gratulacje tak okazałego dorobku.

~fotcom.eu · Lipiec 22, 2015 o 12:09 pm

Poświęcenie i połączenie dwóch pasji: fotografii i miłości do gór, bo trzeba je kochać, żeby tyle znieść dla osiągnięcia efektu. Zdjęcia – piorunujące, gratuluję! 🙂

~Leszek · Kwiecień 20, 2016 o 12:18 pm

Wykonując zdjęcia w różnych górach czy zdarzyło Ci się natknąć na zagrożenia ze strony niebezpiecznych ludzi oraz tak samo ze strony niebezpiecznych zwierząt? W niektórych rejonach jak np. na ukrainie można się nadziać na niedżwiedzia. Były przypadki ataku niedżwiedzia ze skutkiem śmiertelnym dla fotografa. Pozdrawiam.

    Karol Nienartowicz · Kwiecień 20, 2016 o 11:33 pm

    W Karpatach Wschodnich zdarzają się agresywne psy. Niedźwiedzia nigdy nie spotkałem. Co do ludzi, to nigdy nie spotkałem się z wrogością, zwykle wręcz przeciwnie. A spotykałem nawet ludzi z bronią palną na ramieniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *