Jednym z podstawowych tematów, które pociągają mnie podczas fotografowania w górach jest zjawisko, którego nie doświadczymy w terenie płaskim – inwersja. Ciepłe powietrze nagrzane od ziemi  unosi się do góry, a w dole często tworzą się morza mgieł i morza chmur.
W niższych górach doświadczymy tego efektu właściwie wyłącznie jesienią i zimą, natomiast w górach wysokich jest ono dostępne cały rok, a więc również w środku lata.

Zapraszam do obejrzenia subiektywnego rankingu inwersji, które fotografowałem w górach Europy.

 

10. Ławice chmur w Ecrins, Alpy 2012

Podczas podejścia na Dôme de neige des Écrins oglądałem morza szczytów i morza chmur aż po horyzont. Widok z Lodowca Blanc oferuje rozległe panoramy głównie na północ i wschód, gdzie widoki sięgają od Mont Blanc aż po Szwajcarię.

Podejście Lodowcem Blanc.

Panorama spod wierzchołka Dôme de neige des Écrins.

Morze szczytów i chmur w Alpach. Po lewej na horyzoncie masyw Mont Blanc.

9. Paciorki, Karkonosze 2006 r.

Dzień przed wigilią w 2006 r. miała miejsce w Karkonoszach niezwykłej urody inwersja, która przykryła chmurami całą Kotlinę Jeleniogórską. Wybrałem się wówczas z aparatem dopiero po 11, kiedy zobaczyłem warunki na webkamerce. To była pierwsza tak duża inwersja, w mym fotograficznym żywocie. Wcześniejsze też były fajne, ale tylko po czeskiej stronie Karkonoszy i nie tak duże jak tu pokazana. Niestety nie mam obecnie dostępu do zdjęć z pierwszej inwersji jaką w ogóle widziałem w życiu, w 2004 r., ale na pewno za jakiś czas do tego się dokopię i pokażę.

Kotlina Jeleniogórska pod chmurami. Na horyzoncie Góry Kaczawskie (widoczny radar burzowy na Porębie) i Rudawy Janowickie.

Na granicy chmur w Jagniątkowie. W tym miejscu kończyła się szczelna okrywa chmur, a zaczynało bezchmurne niebo.

8. Szrenica, Karkonosze 2013 r.

Styczeń i luty 2013 r. były wyjątkowo pochmurne. Przez dwa miesiące było w Karkonoszach tylko kilka pogodnych dni. Jeden z nich udało mi się zaliczyć podczas wyprawy z aparatem. Morze chmur przykrywało niemal całe Sudety Zachodnie, a kończyło się na wysokości Szrenicy.

Panorama Karkonoszy ze Szrenicy (1362 m).

Śnieżne duchy na granicy słońca i chmur

Inwersja widziana spod Kukułczych Skał.

Szrenica

7. Kozí hřbety, Karkonosze 2011 r.

Kozí hřbety to miejsce niezwykłe w Karkonoszach – jedyna skalna grań w obrębie tych gór, dla których cechą charakterystyczną są wypłaszczone wierzchołki, co wynika z ich przeszłości geologicznej. Bardzo lubię szlaki, które biegną w tym rejonie, a szczególnie Starą Bucharovą cestę, z której można podziwiać niezwykłej urody panoramy.
Tego dnia szedłem tym szlakiem ze Špindlerův Mlýn w zupełnej szarudze, nie widząc dalej niż na kilkadziesiąt metrów. To charakterystyczny scenariusz dla wędrówki wewnątrz morza chmur, o czym przekonacie się czytając kolejne punkty tego zestawienia. Jak zawsze było tam zimno, wilgotno i ciemno. Dopiero na wysokości ok 1200 m. wyszedłem z pułapu chmur i po krótkim marszu stanąłem na widokowym plateau, z którego ujrzałem poniższą panoramę.

Widok z Koziego Grzbietu, Karkonosze, Republika Czeska.

6. Morza chmur pod Popem Iwanem, Czarnohora, Ukraina 2010 r.

Po intensywnych burzach, które nawiedziły ten zakątek Ukrainy poprzedniego popołudnia, dzień przywitał nas morzem mgieł przelewającym się przez szczyty i połoniny.

Niezwykły poranek w rejonie Czarnohory i Połonin Hryniawskich.

Potop

5. Karkonosze i Góry Izerskie 2011 r.

W 2011 r., w kolejną rocznicę odzyskania przez nasz kraj niepodległości, góry przygotowały dla nielicznych tego poranka wędrowców nie lada gratkę. Piękne morze chmur, które odsłaniało tylko Grzbiet Wysoki Gór Izerskich i Grań Karkonoszy. Tak mi się podobało tego dnia, że postanowiłem odwiedzić obydwa pasma jednego poranka i po przejściu całych zachodnich Karkonoszy aż po Szrenicę, w przeciągu 1,5 godziny dotarłem na Wysoki Kamień. Umordowałem się tym maratonem, ale było warto.

Wysoki Kamień i Grzbiet Wysoki Gór Izerskich jak wyspa na wzburzonym morzu.

Wschód słońca widoczny z Paciorków.

Śnieżne Kotły, morze niskich chmur przykrywające niemal cały Dolny Śląsk

Panorama z Wysokiego Kamienia. 1,5 h wcześniej stałem na czubku Szrenicy widocznej na horyzoncie. To był ostatni dzwonek by podziwiać oryginalne widoki, bo morze chmur rychło zaczęło się rozpływać.

4. Morza chmur pod Pietrosem, Czarnohora, Ukraina 2010 r.

Na Ukrainie padało prawie codziennie. A po obfitych deszczach co rano wychodziło słońce oświetlając dzień po dniu efektowne morza chmur. Szczególnie imponujące powstało po intensywnych deszczach pod koniec mojego pobytu w Czarnohorze. Ostatni wysoki szczyt tego pasma – Pietros (2020 m), góruje kilkaset metrów ponad okolicą. Widok, który ujrzałem po wejściu na jego wierzchołek zapadł mi w pamięć na długo.

Morze, a na nim pojedyncze wyspy

Panorama w Kierunku Świdowca z widoczną w centrum Bliźnicą.

Morze chmur pod Howerlą (2061 m) – najwyższym szczytem Ukrainy.

3. Tatry, Orla Perć 2008 r.

To był jeden z tych dni, w które nie chce się wyłazić ze schroniska. Za oknem mgła i szaruga. Większość osób nie wyszła. Ale ja i dwoje moich znajomych zdecydowaliśmy się ruszyć zgodnie z wcześniejszym planem na Orlą Perć. Przy Czarnym Stawie Gąsienicowym mgła ograniczała widoczność do kilkunastu metrów. Dopiero na 100 m przed Zawratem wyjaśniło się dlaczego warto było się tego dnia ruszyć odpowiednio wcześnie. Myślę, że zdjęcia powiedzą same za siebie.

Podejście pod przeł. Zawrat. Chmury zostały za nami przykrywając Dolinę Stawów Gąsienicowych.

Panorama Tatr skąpanych w morzu chmur spod Małego Koziego Wierchu.

2. Tatry, Orla Perć 2009 r.

To był fantastyczny dzień w Tatrach! Najwspanialszy jaki w tych górach przeżyłem. Wyszedłem ze schroniska o 5.50. Wszyscy spali, bo „dzięki” nowym zasadom rezerwacji noclegów w Murowańcu ludzie musieli czekać do 8 aby zaklepać sobie miejscówkę. Za mnie miał zrobić to kumpel, który chciał sobie dłużej pospać. To był 12 – ostatni dzień wędrówki po Tatrach, byłem już zmęczony. Poszedłem więc samotnie na krótką, ale efektowną trasę – ostatni odcinek Orlej Perci – trudny, piękny – słowem mój ulubiony. Pogoda jednak nie zachęcała do wychodzenia, nawet… nad brzeg stawu. Mgła, chłodno, szczytów nie widać. Ale co to dla mnie? Poszedłem żółtym szlakiem na Skrajny Granat (2225m). Po dwóch godzinach staję na wierzchołku. Dalej zimno, dalej mgła, widoczność na 10 metrów… Nic. Dzwonię do Rafała, chwilę pogadaliśmy, w niewybrednych słowach, o pogodzie. Skończyliśmy klepać i odwróciłem się. Patrzę i nie wierzę. Widzę. Cokolwiek, coś innego niż mgła. A po chwili już znacznie więcej – widzę szczyty! Zaczęło się przejaśniać. Mgła zatopiła doliny, wyszło słońce, skalne zerwy ukazały cały swój majestat. Stałem na Skrajnym Granacie, który słynie z rozległej i bardzo oryginalnej, „nieobfotografowanej” panoramy, by przez 20 minut podziwiać niesamowity spektakl światła i chmur. Byłem całkiem sam (o 8 rano zwykle nikogo na szczytach nie ma), nie było wiatru, cisza aż dzwoniła w uszach! Dalszą trasę przeszedłem także sam, nawet na przełęczy Krzyżne, która słynie z tłoku nie spotkałem nikogo. Pierwsi piechurzy minęli mnie dopiero na dnie Pańszczycy. Piękny to był dzień.

Chmury przewalające się przez granie na Orlej Perci.

Selfszot na Skrajnym Granacie.

1. Śnieżka 2009 r.

Kończę zdjęciami ze Śnieżki (1603 m), najbardziej niezwykłymi, które do dziś mają dla mnie dużą wartość, nie tylko sentymentalną. To była jedna z najbardziej efektownych inwersji jakich doświadczyłem w Karkonoszach i w górach w ogóle. A zdjęcia powstały dzięki pomocy… technologii.
Minęło już kilka lat od tego wypadu na Śnieżkę. To był prawdziwy spontan! Taki w 100%. Obudziłem się rano, bez zamiaru wychodzenia gdziekolwiek – za oknem niskie chmury, zimno, szaro. Ale dzięki obecności webkamerek w czeskich schroniskach wyniuchałem w necie, że na Śnieżce świeci słońce. Szybkie spojrzenie na zegarek – zostało mi 40 minut do PKS-a w Karkonosze. Ekspresowa decyzja i byłem w drodze. Z Karpacza szedłem tak szybko jak mogłem (od samego dołu dobiłem do szczytu w 2h). Do wysokości 1300-1500 m była gęsta mgła ograniczająca widoczność do kilku, kilkunastu metrów. Na trasie mijali mnie ludzie uciekający ze schronisk przed tak fatalną pogodą. Biedacy nie wiedzieli co tracą. Na Równi pod Śnieżką, na wysokości prawie 1450m wyszedłem na wysokość chmur. Słońce zaświeciło w twarz, chmury przewalały się ze strony czeskiej na stronę polską, a ja szedłem między nimi. Ale prawdziwą potęgę natury można było podziwiać dopiero z wierzchołka Śnieżki – która jako jedyna nie została tego dnia przykryta chmurami. To naprawdę niesamowity widok: stać na szczycie i mieć pod sobą chmury, tylko chmury – z każdej strony chmury, 360 stopni chmur. Pod nimi znalazły się wszystkie dolnośląskie miasta i szczyty, oraz całe północne Czechy.

Kocioł Łomniczki pełen chmur.

Wędrówka wewnątrz morza chmur

Chmury zaczynają odsłaniać zarys wierzchołków.

Kocioł Łomniczki ze zbocza Śnieżki.

Fotografia wykonana na granicy chmur. Już wszedłem w chmurę, ale jeszcze widać bezchmurne niebo.


1 Comment

Anonymous · Marzec 19, 2014 o 12:40 pm

Brawo Karol. Te tematyczne min blogi są ekstra. Tylko dlaczego trwasz uparcie przy tej szarej czcionce na czarnymj tle? Nie da się tego dłużnej czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *