Niedawno gdzieś przeczytałem opinię jednego ze znanych fotografów gór, że deszcz jest największym wrogiem fotografa górskiego. Trochę mnie zdziwiła ta opinia, a trochę nie. Postanowiłem prześledzić moje archiwum fotograficzne w poszukiwaniu zdjęć wykonanych w czasie deszczu. Podczas swoich wycieczek zanotowałem kilka tzw. deszczowych wypraw, gdzie opady towarzyszyły wędrówce codziennie, lub nawet nieustająco przez wiele dni. Chciałbym przedstawić wam zdjęcia, które znalazłem, bo one podpowiedzą dlaczego polubiłem się z padającym w górach deszczem.

Nie przepadam za ulewą podczas wędrówki z dwóch powodów:
-zazwyczaj mam potem problem z suszeniem ciuchów i aparatu.
-niski pułap chmur, które często towarzyszą opadom ogranicza znacznie widoczność, co szczególnie denerwuje mnie w nowych miejscach.

Z moich obserwacji wynika, że mało który fotografujący pokazuje zdjęcia wykonane podczas deszczu. Jest to pewnego rodzaju egzotyka, bo, jak zwróciłem uwagę nawet podczas pracy z moimi kolegami-fotografami, mało komu chce się fotografować, kiedy pada. Sam wręcz przeciwnie – bardzo często sięgam po aparat, właśnie kiedy kapie na głowę.

Dlaczego postanowiłem polubić fotografowanie w deszczu? 
Bo jeżeli już jestem w górach i pada – to nie mam innego wyjścia.
Natomiast efekty, które można trafić podczas ulewy, mgły, pustki na szlakach, i wszystkie inne dobrodziejstwa wynikające z mokrej pogody dają ciekawe zdjęcia, które często udaje się popełnić. Zatem daję im głos – niech powiedzą same za siebie.

 Wszystkie poniższe fotografie zostały wykonane podczas padającego deszczu!

Karkonosze – góra Chojnik i ruiny zamku o tej samej nazwie, to miejsce do którego wracam wyłącznie podczas deszczu. Ukształtowanie terenu zapewnia częste występowanie mgły, którą bardzo lubię.

Chojnik

Zaparowane szkła w aparacie to jeden z podstawowych problemów podczas fotografowania w deszczu. Wilgotność powietrza sprawia, że zwykłe przecieranie niewiele daje – trzeba się trochę pomęczyć.

Przełęcz Żarska, Karkonosze. Czarna kora to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów mokrego bukowego lasu podczas ulewy.

Dzięki wodzie majowa zieleń dodatkowo nabrała soczystości.

Niewielu turystów ogląda Chojnik w takiej aurze.

Intensywne letnie opady deszczu ponoszą winę za nagłe wezbrania rzek. Wówczas popularne miejsca mogą odmienić się nie do poznania. Na zdjęciu wodospad Podgórnej – zwykle słabo zasobny w wodę.

Wodospad Podgórnej podczas gwałtownego wzrostu stanu wody.

Normalny stan wody na Podgórnej – podczas ulewnego, ale krótkiego deszczu.

Majowa wyprawa fotograficzna w Mała Fatrę stała pod znakiem dużych opadów. Padało codziennie – czasem tylko kilkadziesiąt minut dziennie, czasem przez całą dobę. Podobna pogoda utrzymywała się wówczas w całej Europie i pokrzyżowała mi plany wiosennego wyjazdu w Dolomity, gdzie temperatura poleciała do -10 stopni i spadło pół metra śniegu.

Mała Fatra po prawie 24 godzinnych opadach deszczu.

Podczas wielogodzinnej wędrówki w lejącym deszczu nie było szans, by którakolwiek część garderoby pozostała sucha. Ale szlak prowadzący mglistym lasem zapamiętam na długo.

Widok z mojego namiotu po całonocnych opadach w Małej Fatrze. Wyniosła góra po prawej stronie to Wielki Rozsutec.

Pewnie na zdjęciu słabo to widać, ale mimo słońca cały czas padał deszcz. Dowód? Powyżej.

Jeden z moich ulubionych efektów padającego deszczu i jedno z najefektowniejszych zjawisk pogodowych, jakich możemy doświadczyć w górach.

Pierwszego dnia pobytu w Tatrach Słowackich lało przez prawie cały dzień. Dopiero wieczorem zaczęło się przejaśniać na horyzoncie. Widok spod Chaty Terycho.

Jedno z ciekawszych zdjęć deszczowych jakie udało mi się wykonać.

Tego i następnego dnia ulewa w Karkonoszach miała katastrofalne skutki – najpierw zalało wszystkie szlaki, niszcząc kostkę i podmywając infrastrukturę turystyczną, a następnie podmokłe kamienie obsunęły się ze zbocza Śnieżki, zasypując drogę Jubileuszową. Natura pokazała swoją niszczycielską siłę na naszych oczach.

Intensywne opady zasiliły niewielkie zwykle wodospady ściekające zboczami Upskiej Jamy na tyle, że teraz pieniły się z hukiem.

Jakby deszczu było mało – nad głową strzelały także pioruny.

Gorgany i cały mój pierwszy wypad w góry Ukrainy kojarzyć się będzie z deszczem. Najpierw 4 dni nieprzerwanej ulewy, a następnie codzienne gwałtowne burze konwekcyjne.

Kilka pierwszych dni w Gorganach było całkowicie deszczowych. Akcja górska ograniczyć się musiała wówczas niemal wyłącznie do siedzenia w namiocie, jedzenia i… czynności fizjologicznych.

Zlatohorska Verhovina, czyli czeska cześć Gór Opawskich przywitała mnie 24 godzinną ulewą. Plusem były niezwykle piękne gęste mgły, dzięki którym zapamiętałem to miejsce lepiej od innych.

Wizytę w Królestwie Pradziada, czyli Hrubym Jeseniku zapamiętam do końca życia. To był jedyny raz w górach, kiedy w czerwcowy dzień przeżyłem wszystkie 4 pory roku i prawie wszystkie możliwe efekty pogodowe: słońce, deszcze, wicher, burzę, tęcze, gradobicie, śnieżycę, a na koniec dnia…

…niezwykły, czerwony zachód słońca. Oczywiście w ulewnym deszczu!

Jeden z najbardziej niezwykłych spektakli jakie zafundowały mi góry i deszczowa pogoda.

Jak radzę sobie z fotografowaniem podczas deszczu?

-zabieram parasol, który skutecznie chroni przed deszczem jeśli nie wieje zbyt mocno. W sklepach ze sprzętem turystycznym można dostać specjalne parasole trekkingowe – dużo bardziej wytrzymałe niż zwykłe miejskie parasolki. Niestety koszt takiego gadżetu to przeciętnie 100-300 zł.
-podczas wiatru, kiedy deszcz nie pada pionowo tylko pod różnymi kątami, sprawdzi się specjalne wodoodporne etui na aparat, lub jego tańszy odpowiednik, który można zrobić samemu z grubej folii i taśmy klejącej. Fabryczny pokrowiec specjalnie na lustrzankę (o odpowiednim rozmiarze i zapewniający dostęp do wszystkich przycisków) to u nas wciąż towar dość egzotyczny i drogi, ale mam nadzieję, że z czasem się to zmieni. Wówczas sam taki kupię.
-na obiektywie dobrze mieć nakręcony tulipan przeciwsłoneczny, który zadziwiająco dobrze chroni przednią soczewkę przed niechcianymi kroplami.
-zawsze mam pod ręką chłonną szmatkę, którą zbieram nadmiar wody z body aparatu i szkieł.
-do torby z aparatem wrzucam silikażel – żel krzemionkowy pochłaniający wilgoć.

Oczywiście nie zawsze jestem przygotowany na opady z taaaakim osprzętem jak wyżej, więc wtedy trzeba sobie radzić różnymi sposobami 🙂


3 Comments

Anonymous · Marzec 8, 2014 o 9:57 pm

cennych Twoich porad nigdy dość 🙂 Marcin Kęsek

joten52 · Marzec 9, 2014 o 6:57 pm

Zdjęcia przepiękne i rzadkie. Bo jak piszesz – większość fotografików lubi pełne słońce i wydobywane nim pastelowe barwy.

Admiring Diversity · Marzec 22, 2014 o 7:51 pm

Bardzo lubię deszcz i las/góry podczas deszczu… Niestety, zdjęcia nie wychodzą mi tak piękne, jak Panu 🙂 Jeszcze dużo pracy przede mną! I dziękuję za rady – przydadzą się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *