Biwakowanie na lodowcu lub nocowanie w namiocie zimą to jedno z najbardziej fascynujących przeżyć dla fotografa w górach. Własny dom pod gwiazdami, choć mały i zimny daje niesamowitą wolność i pozwala być w miejscach, których normalnie nie oglądalibyśmy nocą. Biwakowałem w górach w namiocie ponad 100 razy. Jeśli chciałbyś zacząć przygodę z zimowymi biwakami i nocowaniem w namiocie na lodowcach, to przeczytaj moje porady.

 

Dlaczego warto biwakować na lodowcu?

Żadna pora roku nie jest w górach równie piękna jak zima, a biwakowanie na lodowcu nawet w środku lata przebiega w warunkach zimowych, bo nocne temperatury zawsze spadają poniżej zera i cała śniegowa warstwa zewnętrzna lodowca zamarza. Nocowanie na lodowcach to szczególna atrakcja dla fotografów, którzy mało gdzie zrobią tak dobre nocne zdjęcia jak tam, oraz wspinaczy i zdobywców szczytów, którzy mogą rozbić namiot niedaleko wierzchołka lub ściany.

A widoku nocnego nieba rozpalonego milionem światełek nie trzeba nikomu reklamować 🙂

Biwak pod Bouquetins, Lodowiec Mont Mine, Alpy Walijskie, Szwajcaria, 2014

Biwak pod Dent du Geant, Masyw Mont Blanc, Alpy Francja/Włochy, 2015


Od czego zacząć? Czyli wybór namiotu.

Wybór namiotu to sprawa indywidualnej wygody. Nie będę pisał tutaj o wyborze namiotu w ogóle, a jedynie zwrócę uwagę jakie cechy są istotne dla turystyki w warunkach zimowych. Jeśli uprawiamy turystykę całoroczną to lepiej kupić namiot letni. Modele zimowe z fartuchami śnieżnymi, które zapobiegają nasypywaniu śniegu pod tropik, są dobre dla tych, którzy będą biwakować głównie zimą i na dużych wysokościach. Dwuosobowy namiot z fartuchami jest zawsze cięższy, a różnica w wadze może wynosić nawet kilogram, na korzyść wersji letniej. Sam korzystam z namiotu letniego, a problem nasypywania śniegu eliminuję już podczas rozkładania, nakładając pewną warstwę śniegu na tropik. W nocy śnieg zamarza i namiot oprze się nawet najgorszym opadom.

Moim zdaniem najważniejsze jest natomiast, aby namiot miał mocną i stabilną konstrukcję, by oparł się wiatrom i śnieżycom podczas ewentualnego załamania pogody (co w wysokich górach jest chlebem powszednim). Pewny i solidny namiot to 70% gwarancji udanego biwaku. Nie wyobrażam sobie nocować podczas burzy śnieżnej na wysokości 4 tys. m i bać się czy mój namiot się nie połamie, tropik nie podrze, a cała konstrukcja nie odfrunie. Dlatego gorąco apeluję: jeśli chcesz biwakować bezpiecznie w trudnych warunkach przyszykuj się na wydatek około 1000 zł i więcej na solidny namiot. Nie pożałujesz!

Obecnie korzystam z namiotu Marabut Arco, którego recenzję znajdziesz tutaj.

Biwak pod Weisshornem, Lodowiec Turtmann, Alpy Walijskie, Szwajcaria


Karimata czy materac, co wybrać do spania?

Głównym problemem podczas nocy w zimowych warunkach jest walka z zimnem. Namiot dość skutecznie chroni przed wiatrem i opadami, ale podczas zimnych nocy temperatura wewnątrz sypialni i tak jest ujemna. Głównym problemem jest jednak śnieżne podłoże, od którego najbardziej ciągnie. Dlatego bardzo ważne jest, by mieć dobrą izolację od podłoża, bo to jest gwarancją przespanej nocy. Zwykła karimata sprawdza się tylko w ostateczności. Zwykle podkładałem pod śpiwór zapasową odzież i inne rzeczy, które mogły poprawić izolację.

Dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie zakup karimaty czterosezonowej (np. Therm-a-rest Ridgerest SOLite), lub dobrej klasy materaca (Thermarest NeoAir All Season). Poniżej przedstawię zalety i wady obydwu rozwiązań.

-Zaletą karimaty jest jej niewielka waga i duża odporność na uszkodzenia. Jest też wielofunkcyjna, można posiedzieć z nią na trawie, na kamieniach, a w razie przekłucia nie traci swoich właściwości termoizolacyjnych. Wady w zasadzie ciężko stwierdzić – może jedynie niewielkie możliwości kompresji i nieco gorsza izolacja niż materac.

-Zaletą materaca jest praktycznie całkowita izolacja od zimnego podłoża. Systemy wewnętrznych komór są rozmieszczone piętrowo, jak kolejne warstwy kotleta, sera i bułki w bigmacu. Powoduje to, że powietrze ogrzane od ciała u góry materaca i zimne powietrze ochłodzone od podłoża są oddzielone dodatkową warstwą powietrza w środkowej komorze. Materac jest też dość wygodny, choć przy większym nachyleniu trochę się zeń zjeżdża. Zaletą jest też miniaturowa pompka na baterie, która szybko napełnia materac powietrzem. Pompka jest niewiele większa od zapalniczki, więc można ją schować nawet w kosmetyczce.

Główny minus korzystania z materaca to stosunkowo niska odporność na uszkodzenia. Przed wyjazdem na lodowiec z materacem koniecznie należy go przetestować podczas minimum 3 nocy w bezpiecznym terenie (tj. bez śniegu). Obowiązkowo należy również mieć ze sobą zestaw naprawczy. Choć producenci zapewniają, że ich produkty są świetne, to nawet irlandzki Thermarest nie jest gwarancją niezawodności. W 2014 roku korzystałem z ich materaca podczas biwaków na wysokości ponad 4 tys. m. i w wyniku pękania komór wewnątrz materaca stał się on prawie bezużyteczny. Tylko dzięki taśmie izolacyjnej i własnej pomysłowości udało mi się nie zakończyć wyprawy z odmrożeniami. Producent próbował mnie oskarżyć o pompowanie materaca w górach KOMPRESOREM (!), ale ostatecznie wadliwy produkt wymienił.


Śpiwór i ubiór, czyli jak nie zmarznąć?

Wybór śpiwora to sprawa dość indywidualna, bo zależy od własnej tolerancji zimna, od pory roku i od warunków w które będziemy się wybierać. Polecam wyłącznie śpiwory puchowe, które najlepiej izolują i mają korzystny współczynnik między właściwościami izolacyjnymi, a wagą. Polska jest krajem, w którym działa wielu świetnych producentów puchowego sprzętu outdoorowego, a polski puch jest uważany za najlepszy na świecie: Yeti, Cumulus, Roberts, Pajak, Małachowski, Eksplo; wybór jest olbrzymi.

Trzeba pamiętać, że noclegi na lodowcach w europejskich górach prawie zawsze wypadną na wysokości powyżej 3000 m. Wyjątkiem jest oczywiście północ Europy (Norwegia, Szwecja i Islandia), gdzie lodowce zaczynają się znacznie niżej, ale jest tam również zimniej.

W warunkach letnich na lodowcu korzystam ze śpiwora z wypełnieniem puchowym 700 cui. Jego właściwości komfort/extreme to -16/-24°C. Zawsze śpię w ubraniu, a przy gorszych warunkach również w czapce, cienkich rękawiczkach i kurtce puchowej. Jednak nawet podczas bezwietrznej i stosunkowo ciepłej nocy (z niewielkim mrozem) nie jest na tyle ciepło by spać w otwartym śpiworze. To jednak zależy też w dużej mierze od tolerancji zimna własnego organizmu. Koszt takiego śpiwora to średnio od 1000 zł w górę, a jego waga to około 1,5 kg.

W warunkach zimowych na dużych wysokościach powinno się skorzystać ze znacznie lepszego śpiwora, najlepiej o tolerancji -30/-45°C. Taki śpiwór, w zależności od wypełnienia (700/860 cui) waży zwykle powyżej 2 kg i kosztuje nawet 3-4 tys. zł. Jeżeli biwakujemy zimą okazjonalnie możemy spróbować podnieść komfort śpiwora dodatkowymi ubraniami: swetrem puchowym, botkami puchowymi, bielizną merynosową, ogrzewaczami. Sam korzystam właśnie z tej opcji, ale polecam ją tylko na zimowe biwaki od święta.

Zmarzluchy powinny się zastanowić nad kilkoma przydatnymi gadżetami, które uprzyjemnią noc. Na marznące stopy warto kupić botki puchowe – lekkie w transporcie i nie zajmują wiele miejsca w plecaku. Polecam też ogrzewacze chemiczne do stóp i dłoni – przydatne głównie podczas porannej wędrówki czy oczekiwania z aparatem na wschód słońca. Ponadto cienkie rękawiczki polarowe za kilka złotych z Decathlonu przydają się podczas wykonywania czynności biwakowych.

Łapawice i botki puchowe to dobra opcja dla zmarzluchów. Botki można dostać w dwóch wersjach: botki wiązane z podeszwami do chodzenia po biwaku, botki skarpety do użytku wewnątrz namiotu.

 

Gotowanie. Jakiej użyć kuchenki i gdzie gotować?

Każdy turysta lodowcowy wie, że najprzyjemniejszą częścią dnia jest wieczorny ciepły posiłek i gorąca herbata. Jednak żeby zalać liofila, chińczyka czy herbatę potrzebujemy wrzątek. Wody na lodowcu jest pod dostatkiem, jednak zwykle ma biały kolor i można z niej lepić śnieżki.

Do topienia śniegu potrzebujemy dobrej kuchenki turystycznej, która sprawdzi się w zimowych warunkach. Zwykle stajemy przed wyborem między kuchenką gazową i wielopaliwową. Uważam, że kuchenka wielopaliwowa sprawdza się przede wszystkim na dużych wysokościach i w dużym zimnie. Na mniejszych lodowcach i wysokości około 3500 m spokojnie można palić gazem. Dobrze, wówczas ogrzać butlę w śpiworze, aby skroplony w zimnie gaz ponownie uzyskał konsystencję lotną, wówczas kuchenka będzie wydajniejsza. Dobrą opcją jest też palnik, który nie jest przykręcony do butli ale połączony z nią przewodem. Wystarczy umieścić butlę do góry nogami by gaz spłynął do przewodu i po kłopocie.

Pozostaje jeszcze pytanie gdzie gotować – w przedsionku czy w sypialni? To zależy. Jeżeli warunki wietrzne pozwalają to najlepiej gotować w przedsionku, co jest zdrowsze (nie wdychamy szkodliwych substancji) i bezpieczniejsze w razie ewentualnej wywrotki i poparzenia wrzątkiem, zalania wnętrza namiotu, a nawet jego podpalenia.

Jednak kiedy wieje i jest bardzo zimno zwykle otwieram lufty wentylacyjne wewnątrz namiotu i z największą ostrożnością palę wewnątrz. Wówczas nie robię innych czynności, aby nie potrącić przypadkiem butli z gazem.

Kuchenka wielopaliwowa podczas topienia śniegu na wysokości 4000 m. Lodowiec Grenz, Monte Rosa, Szwajcaria, 2014.

Mam cały sprzęt i jestem w górach. Co robię?

Wybór miejsca na biwak

Większość ludzi wybiera miejsca ukryte i zaciszne. Ja zwykle wybieram miejsca widokowe i odsłonięte, bo lubię mieć fajny widok z namiotu i go fotografować na tle gór. Kwestia upodobań i gustu. Ważne aby miejsce naszego biwaku było bezpieczne. Na lodowcu znaczy to, że w okolicy nie ma szczelin, nie grozi nam lawina czy spadające kamienie. Dobrze sprawdzają się płaskie lub lekko wklęsłe fragmenty lodowca. Jeśli mamy łopatę śnieżną dobrze zebrać zewnętrzną warstwę śniegu by zrobić sobie plateau pod namiot. Jeśli tego nie zrobimy to sami je ugnieciemy podczas snu.

Duma po przygotowaniu platformy pod namiot 😉 Lodowiec Turtmann, Alpy Walijskie, Szwajcaria, 2015.


Rozkładanie namiotu

Rozkładamy namiot na przygotowanym miejscu i przytwierdzamy go do podłoża. Tradycyjne szpilki i śledzie nie sprawdzają się w terenie lodowcowym, więc trzeba je czymś zastąpić. Na noc zwykle przytwierdzam namiot kijkami (po odkręceniu talerzyków) i czekanami. Trzeba jednak być ostrożnym, bo kije mogą przymarznąć i rano może być problem z ich wyjęciem. Dobrze się sprawdza przygniecenie odciągów namiotu mokrym śniegiem za dnia. W nocy śnieg przymarznie i będzie nie do ruszenia. Ja zwykle obsypuję śniegiem cały tropik dookoła zostawiając wolne miejsce tylko przy wejściach. Ważne jednak aby przykryć to grubą warstwą śniegu, by w ciągu dnia słońce nie wytopiło śniegowych kotw. Znanym sposobem jest zabieranie ze sobą worków na śmieci, które wypełnia się śniegiem i przywiązuje do odciągów. Nie korzystałem z tego sposobu, ale prawdopodobnie sprawdza się.

Lodowiec Mont Mine, Alpy Walijskie, Szwajcaria.

Poranne igloo po nocnym załamaniu pogody. Sierpień 2014.


Osłanianie namiotu od wiatru

Aby ochronić dostawanie się wiatru do sypialni namiotu zwykle obciążam tropik śniegiem. W nocy śnieg zamarza i namiot jest szczelny. W namiotach zimowych z fartuchami przeciwśnieżnymi ten problem odpada. W miejscach wietrznych warto zbudować ze śniegu murek ochronny od strony nawietrznej, w odległości około 40-50 cm od namiotu. Mur najlepiej budować ze śnieżnych cegieł wyciętych bezpośrednio z podłoża, ale można zrobić to na kilka sposobów. Jeśli mamy łopatę to sprawa jest prosta. Ale jeśli nie mamy to też nie jest trudno. Wycinałem już cegły ostrzem czekanu, jak również nabierałem mokry śnieg za pomocą garnka. Podczas biwaku na płaskim lodowcu Mont Mine w Alpach, w czasie 20 minut udało się zbudować solidny mur tylko za pomocą garnka do gotowania.

Garnkowe cegły.

Świeży mokry śnieg łatwo poddaje się obróbce. Po nocnym przymrozku stanie się nie do ruszenia.


Murek ustawiony z cegieł odmierzanych garnkiem. Postawiony w niecałe 20 minut.


Przygotowanie obozowiska

Jeśli nocujemy w większej grupie w terenie mało bezpiecznym (szczeliny) koniecznie należy wyznaczyć teren obozu traserami. Ich zasięg wyznacza strefę bezpieczną, gdzie nic nam nie grozi.

Jeśli planujemy trzymać część rzeczy w przedsionku – np. plecaki, buty itd. koniecznie trzeba rozłożyć na śniegu folię (np. NRC, lub dowolną inną folię), aby rzeczy nie naciągnęły wilgoci, która następnie zamarza i sztywnieje. Miewałem już tego typu przygody. Pewnych niedogodności nie idzie uniknąć, bo przy silnym mrozie zawilgotniałe podczas całodziennego chodzenia buty zesztywnieją nawet w namiocie, a spanie z butami w śpiworze to chyba już zbytnia ekstrawagancja 😉

Biwak pod najwyższym szczytem Szwajcarii Dufourspitze. Monte Rosa 2014.


Toaleta

Wbrew pozorom to bardzo ważna kwestia podczas biwakowania na lodowcu. Lodowce alpejskie są stosunkowo niewielkie – największy Aletschgletscher w Alpach Berneńskich ma ledwie 118 km², trochę lepiej wygląda sytuacja na północy: największy lodowiec kontynentalnej Europy Jostedalsbreen w południowej Norwegii obejmuje około 600 km². Dużo lepiej prezentują się pod tym względem lodowce na wyspach: Austfonna na Svalbardzie i islandzki Vatnajökull mają ponad 8100 km². Ale dlaczego o tym wszystkim wspominam? Dlatego, że odchody ludzkie pozostawione na lodowcach mają fatalny wpływ na jakość wody, która z nich wypływa, na ich wygląd i ogólną estetykę, co szczególnie widać na małych lodowcach. Idealnym rozwiązaniem byłoby zabranie wszystkiego ze sobą, ale jak wiemy nie jest to możliwe. Sprawa moczu jest dość oczywista – śnieg nim splamiony jest niejadalny i wygląda paskudnie, ale jest stosunkowo nieszkodliwy. Gorzej z drugą potrzebą. Przysypanie odchodów śniegiem to zły pomysł. Podczas słonecznego dnia śnieg stopnieje i brunatne kleksy wyjdą na powierzchnię. Podczas obozowania dobrze załatwiać wszystkie potrzeby w jednym miejscu, a po zakończeniu biwaku pozbyć się kłopotliwych trofeów wrzucając je do szczeliny lodowca. Jeżeli toaleta znajduje się w odległości dalszej niż kilkadziesiąt metrów od namiotu warto wyznaczyć drogę traserami co kilkanaście metrów, by nie zgubić się w razie silnego załamania pogody: mgły, wiatru i śniegu zasypującego ślady. Widziałem przypadki kiedy podczas wiatru i śniegu w ciągu 5 minut znikały wszelkie zostawione ślady.

Nocne przejaśnienia.


Składanie obozowiska

Przymarznięty namiot może sprawić sporo kłopotu. Zwłaszcza, przygnieciony twardym jak skała po nocnych mrozach śniegiem, tropik. Należy przygotować się na skuwanie śniegu łopatką czekana, na tyle delikatne by nie uszkodzić namiotu.

Charakterystycznie wytopiony śnieg po 3 dniach obozowania w jednym miejscu.

 

 


10 Comments

~Zbigniew · Czerwiec 1, 2016 o 10:39 pm

Super fotki i super facet,podziwiam odwage takich ludzi.Dzieki za przepiekne fotki.Zbigniew z Toronto.

~Majack3 · Czerwiec 1, 2016 o 10:53 pm

Super, trzeba być niezle zakręconym ale właśnie to podziwiam u autora. Brawo.

~openworld · Czerwiec 2, 2016 o 2:01 am

Dzięki Panu, byłem w miejscu w którym nigdy nie będę 🙂
Dzięki.

    ~Apetita · Czerwiec 2, 2016 o 7:59 am

    Lubię takich ludzi pozytywnie nakręconych. Fajnie jak dzielą się swoimi doznaniami.
    Polecam bloga osoby która jest na Antarktydzie. Super zdjęcia. W zakładce Antarctica366 pokazuje na zdjęciach życie w stacji badawczej . Tam też mało kto może się znaleźć, a opisy i zdjęcia całkiem zmieniają widzenie tego miejsca.
    https://antarcti.co/

~Krzysiek · Czerwiec 2, 2016 o 7:38 am

Dzięki za super porady. Pozdrawiam

~Ryszard · Czerwiec 2, 2016 o 9:05 am

Góry faktycznie dają wolność… a biwakowanie o każdej porze roku na dowolnej wysokości i w dowolnych warunkach ma w sobie coś z magii…
Skoro autor tyle wędruje po górach Europy to polecam Góry Wysokie (Himalaje) – byłem niejednokrotnie i mogę z czystym sumieniem stwierdzić że to upełnie inna jakość.

Tu krótki opis z takiego wyjazdu:
https://fotorys.wordpress.com/pejzaz/gory/#jp-carousel-153

i przykładowy widok (choć zdjęcia nie oddają faktycznego uroku):
https://fotorys.wordpress.com/pejzaz/gory/#jp-carousel-154

~Sławek · Czerwiec 2, 2016 o 1:39 pm

Karol, a jak radzisz sobie z higieną? Wiadomo że wykąpać się nie da, a leżenie w śpiworze i klejenie się do niego nie jest przyjemne.

    Karol Nienartowicz · Czerwiec 2, 2016 o 8:47 pm

    Na lodowcu jest zimno – rzadko się kleję, kiedy nie ma upału. No i śpię zwykle w grubej warstwie ciuchów 🙂

~Frestl · Listopad 21, 2016 o 1:58 pm

Nieziemskie te zdjęcia, szkoda, że ja nie mam tyle doświadczenia, żeby się wybrać na taką wyprawę. Uczę się i zbieram ostatnio wyposażenie na mrozy np. patrzę i rozglądam się nad https://www.campingshop.pl/odziez/odziez-meska/bielizna-termoaktywna jak skompletuje wszystko, to może wybiorę się kiedyś, chociaż chyba będę szukał kogoś doświadczonego w wyprawach i razem się wybierzemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *